niedziela, 12 lutego 2017

Jeżeli czytacie moje wpisy regularnie to pewnie pamiętacie, że często chwalę się swoimi zakupami w sklepie Crazy Factory, który jest rajem dla wszystkich wielbicieli piercingu. Przez kilka ostatnich miesięcy nie pisałam o nich, ale to nie znaczy, że odpuściłam sobie zakupy w moim ulubionym sklepie! Nic bardziej mylnego! Jakiś czas temu robiłam wielkie zakupy w Crazy Factory i testowałam dla was wszystkie nowe produkty.

If you read my blog regularly you probably know how much I love Crazy Factory online shop which is a true paradise for all piercing lovers. I haven't been writing about CF for a while but it doesn't mean I haven't been shopping there ;) I have been testing some great piercing stuff for you guys so I can tell you about it now.


Jeżeli po raz pierwszy odwiedzacie mojego bloga to chcę was poinformować, że sklep crazy-factory.com jest dostępny w polskiej wersji językowej, więc jeśli nie znacie angielskiego to i tak możecie gładko przejść przez cały proces zakupów i płatności w języku polskim :) Ceny są tam śmiesznie niskie, a wybór przeogromny! Gwarantuję, że nie będziecie mogli się oderwać od komputera przez co najmniej kilka godzin.

Jak zwykle robiąc zakupy w Crazy Factory nie mogłam odmówić sobie zakupu plugów, choć moja kolekcja jest już całkiem spora (jeżeli chcecie ją zobaczyć to odsyłam was na mój Instagram). Wybrałam 3 pary plugów, które są totalnie w moim stylu.

Each time choosing stuff on crazy-factory.com I can't help but take some plugs though my collection is pretty huge (wanna see it? Check out my Instagram). This time I chose three pairs that are totally my style.

Pozwólcie, że rozpocznę od złotej pary plugów z ozdobnym elementem w kształcie kwiatu na frontowej ściance. Całość jest dodatkowo ozdobiona białymi kryształkami, a frontowa ścianka jest odkręcana dla łatwiejszego zakładania. Jakby było mało tego dobrego to plugi są przecenione o 70%. Trudno w to uwierzyć, ale jednak. Plugi prezentują się na uszach przepięknie i chyba awansowały na pozycję moich ulubionych plugów. Te plugi możecie kupić TUTAJ.

Let me start from those incedably beautiful rose gold plugs with a flower on the front side covered with white crystal. Doesn't it sound great ? What's even better the plugs are now 70% off. Hard to believe ? Well, yeah but it's true. Plugs look very fancy when I put them in my ears and they're really light. With no doubt I can say it's my favourite pair right now. You can find those plugs HERE.


 

Druga para też jest utrzymana w złotej tonacji. Są to właściwie tunele, wydawałoby się, że zupełnie zwyczajne złote tunele z cienkimi ściankami. Jest jedna rzecz, które je wyróżnia – biały kryształek, okrągły przyczepiony do ścianki od wewnętrznej strony. Tunele te można nosić na kilka sposobów – z kryształkiem na dole, w góry. Efekt jest bardzo ciekawy i nietuzinkowy. Te plugi możecie kupić TUTAJ.

Second pair of plugs is also rose gold. Actually those are tunnels, almost the basic ones with a thin sides but there is one thing that makes then more unusual. It's a white round crystal that is on the inner part of its side. You can wear it on the bottom or up side down, its construction gives you a lot of possibilities. The final effect is very unique. You can see those plugs HERE.


Trzecia para plugów to doskonale znane mi plugi brokatowe. Mam już kilka par takich plugów w różnych kolorach. Tym razem zdecydowałam się na kolor fioletowy. Brokatowe plugi to dla mnie taki pewniak, lubię je i noszę bardzo chętnie. Te plugi kupicie TUTAJ (dostępne w wielu rozmiarach i kolorach).

The third pair is something I am very familiar with – glitter plugs. I've got glitter plugs in many colors and shades but it's something you can never have enough. They go perfectly with dresses and more casual clothes. This time I chose a purple ones. You can see them HERE.

 

Podczas ostatnich zakupów zdecydowałam się również na clickery do mojego nowego przekłucia daith, o którym pisałam TUTAJ i TUTAJ. Jeden jest złoty z białymi kryształkami, a drugi srebrny z niebieskimi. Niestety jeszcze nie miałam okazji ich założyć, bo mój daith sprawia sporo trudności w gojeniu i nie ma sensu zmieniać kolczyka. Czekają więc na swój czas, a ja przebieram nogami z niecierpliwości kiedy w końcu będę mogła je założyć. Możecie je zobaczyć TUTAJ i TUTAJ.

I also chose two beautiful clickers with crystals. I'm going to wear them in my new piercing which is a daith piercing. Unfortunately I haven't had an opportunity to put them in yet becuase of the complications in healing my daith piercing. But I believe they will have their moment and when my daith piercing is ready I will enjoy wearing them :) You can see both clickers HERE and HERE.

Oprócz plugów i kolczyków do przekłucia daith wybrałam też kilka nakrętek na monroe, które kosztują grosze, więc głupio nie zaopatrzyć się w takie pierdółki podczas większych zakupów. Skusiłam się też na charmsa w kształcie klucza z kłódką, który czasami przypinam do bransoletki. Crazy Factory to nie tylko plugi, tunele i piercing ale też biżuteria modowa. Znajdziecie tam naszyjniki, bransoletki, kolczyki. Większość wykonana ze stali chirurgicznej.

The other thing I bought are some gold balls for my monroe piercing which is usual for me because I regularly change my monroe balls. However for the first time I also decided to take some fashion jewelry. It is a key and locker charm for my silver bracelet. It seems to be a really good quality and it's made of surgical steel.

To już całe moje zakupy. Mam nadzieję, że się wam podobają i że na stronie crazy-factory.com też znajdziecie coś dla siebie.

This is all I chose last time I was shopping in Crazy Factory. Hope you like it and I'm sure you'll find there something for yourself too.

sobota, 04 lutego 2017

Uwielbiam pisać o kolorówce, a szminki to mój konik. Ostatnimi czasy coraz więcej firm kosmetycznych wypuszcza kolekcje matowych pomadek. Przyznam, że i ja nie potrafię się oprzeć urokowi matowych ust. Uwielbiam matowe nudziaki, krwiste czerwienie i dziewczęce róże.

 Dziś pod lupę biorę mojego ulubieńca ostatnich tygodni Matową pomadkę w płynie Liquid Matt Lip Tint Dr Irena Eris. Jest to nowość z serii makijażowej ProVoke. Jak zawsze w przypadku kosmetyków Dr Irena Eris na pochwałę zasługuje piękne, eleganckie opakowanie. Wyciągając z kosmetyczki tak zapakowaną pomadkę nie pozostawiamy wątpliwości, że jest to produkt wykonany z dbałością o każdy detal.

Pomadkę nanosimy za pomocą aplikatora w formie gąbeczki. Kształt gąbki pozwala na szybkie i sprawne wypełnienie ust kolorem, a jej krawędzie są tak wyprofilowane że bez problemu obrysujemy kontur warg, co jest istotne przy mocnych, ciemnych kolorach jak np. 706 Vanguard Red.

Ja posiadam dwa kolory pomadki. Jest to wspomniany powyżej nr 706 Vanguard Red oraz zupełnie odmienny od niego 701 Ethernal Biege. Vanguard Red to przepiękna ciemna czerwień. Kolor jest wręcz hipnotyzujący, przeznaczony raczej dla kobiet, które nie boją się mocnej czerwieni na ustach i lubią zwracać na siebie uwagę :) Na przeciwległym biegunie leży drugi testowany przeze mnie kolor, czyli 701, który jest bezpiecznym, przyjemnym odcieniem nude. Jest to nudziak, w którym dominują nuty beżowe, ale nałożony na usta daje subtelny efekt. Nie ma mowy o ordynarnym korektorowym odcieniu ;) Czerwień odcienia 706 pozostawiam na wieczorne wyjścia, choć nie ukrywam że zdarzyło mi się podkreślić tym odcieniem usta w pracy. Natomiast 701 to idealna szminka na co dzień, gdy chcę „ocieplić” nieco cały makijaż i nadać mu charakteru dziewczyny z sąsiedztwa wybieram tego wdzięcznego nudziaka.

 Obydwa kolory mają naprawdę matowe, wręcz velvetowe wykończenie. Cechuje je nadzwyczajna trwałość, z ust ścierają się nieznacznie i równomiernie. Nie pozostawiają nieestetycznych jasnych linii na ustach i dobrze je nawilżają.

Jeżeli szukacie dobrej, matowej pomadki która utrzyma się na waszych ustach pomimo jedzenia i picia, zapoznajcie się z propozycją Dr Irena Eris :) Oprócz opisanych przeze mnie kolorów w dostępnej gamie kolorystycznej znajdują się także delikatny róż, piękna fuksja oraz ciepły, brzoskwiniowy odcień różu.

piątek, 03 lutego 2017

W tym miesiącu publikuję serię Obejrzane trochę wcześniej niż zazwyczaj, a to dlatego że nie mogę się doczekać aż podzielę się z wami wszystkimi serialami oraz filmami, które zachwyciły mnie w pierwszym miesiącu 2017 roku. Zaczynamy!

Pustina / Wasteland / Pustkowie – serialowa czeska propozycja HBO. Gdyby nie pochlebne recenzje pewnie nie zwróciłabym uwagi produkcje naszych sąsiadów, ale zachwyty na forach internetowych i portalach poświęconych serialom przekonały mnie, że warto dać szansę Pustkowiu. Kryminał, który często jest porównywany do polskiego Belfra w pełni zasłużył na wysokie oceny.

W małym czeskim miasteczku, położonym blisko polskiej granicy znika 14latka, córka starosty. Wszyscy mieszkańcy angażują się w poszukiwania i jednocześnie każdy staje się podejrzanym. Wszystko w tym serialu jest szare, brudne i brzydkie. Naturalizm w pełnym tego słowa znaczeniu. Świetnie poprowadzona fabuła, gra aktorska na wysokim poziomie i ciężki, przytłaczający klimat, który w kryminale może wyjść tylko na dobre. Polecam!!

Taboo / Tabu – Londyn XIX wieku i Tom Hardy wcielający się w postać typa spod ciemnej gwiazdy, którego powrót z Afryki wzbudza niemałe kontrowersje, ponieważ został uznany za zmarłego. W serialu nie brakuje tajemnicy, mistycyzmu, odrobiny politycznych rozgrywek i zakazanej miłości. Choć akcja toczy się powolnie to jest w tym serialu coś co sprawia, że jest on najgorętszym tematem rozmów serialowych maniaków. Dla jednych totalne must watch, dla innych zawiedzione nadzieje, zobaczcie sami żeby wyrobić sobie opinię na temat najbardziej dyskutowanego serialu ostatnich miesięcy.

Making a Murderer – często mówi się, że najciekawsze historie pisze życie i choć jest to nieco wyświechtane powiedzenie to bardzo trafnie odnosi się do tego tytułu. W Making a Murderer mamy do czynienia z serialem dokumentalnym, jest to jakieś 10 godzin autentycznych nagrań z przesłuchań, procesów sądowych i zarejestrowanych rozmów telefonicznych.

Wyobraźcie sobie człowieka, który spędził 18 lat w więzieniu za przestępstwo, którego nie popełnił. Gdy wychodzi na wolność domaga się 36 milionów dolarów odszkodowania. Mijają dwa lata odkąd opuścił mury wiezienia po czym … zostaje oskarżony o morderstwo. Nieprawdopodobne ? A jednak wydarzyło się naprawdę, całość rozegrała się w USA w stanie Wisconsin, natomiast człowiek o którym mowa nazywa się Steven Avery. Słyszał o nim niemalże każdy Amerykanin, jego sprawą żyły całe Stany Zjednoczone. Część wierzy w jego winę, inni uważają że ponownie został oskarżony o przestępstwo którego nie popełnił. O jego winie świadczy tyle same dowodów co o niewinności. Na każdy argument obrony prokurator ma przygotowaną kontrę i na odwrót.

Na sprawie Stevena Avery łamią sobie głowy adepci prawa i doświadczeni adwokaci. W tym procesie świadkowie co chwilę zmieniają zeznania i na jaw wychodzą szokujące dowody.

Ten serial dokumentalny, na realizację którego poświecono aż 10 lat to nie lada gratka dla wielbicieli seriali sądowych i kryminalnych. Rewelacyjnie zrealizowany, po obejrzeniu go mamy ochotę googlować i dowiedzieć się jak najwięcej o sprawie Stevena Avery. Nie sposób zapomnieć o tym co zobaczyliśmy.

La La Land – jedyna propozycja filmowa w tym zestawieniu. Jako wielbicielka musicali wybrałam się do kina na La La Land. Odkąd pamiętam uwielbiałam filmy, w których muzyka, śpiew i taniec wypełniały znaczną część produkcji. Oglądałam chyba wszystkie musicale zrealizowane w ostatnich latach, mam też sentyment do tych starszych jak Grease czy Footloose.

La La Land mocno nawiązuje do tych starszych, klasycznych musicali. Klasa sama w sobie. Historia jest bardzo prosta, żeby nie powiedzieć banalna – kelnerka z aktorskimi ambicjami i jazzman zafascynowany tradycyjną muzyką jazzową zakochują się w sobie. Jednak rozmach z jakim zrealizowano film zapiera dech w piersiach. Mimo klasycznej formy fabuła nie jest pozbawiona nowoczesnego twistu. Dwie godziny spędzone w kinie minęły nie wiadomo kiedy, a ja czułam niedosyt, chciałam żeby La La Land nigdy się nie kończyło :)

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Zapraszam na krótki opis zawartości styczniowego ShinyBoxa o nazwie Party Time. Karnawał trwa w najlepsze, więc ShinyBox ze swoją nazwą wpisuje się idealnie. Zawartość faktycznie zawiera kilka elementów, które na pewno znajdą zastosowanie na niejednej imprezie. Jeśli jesteście ciekawi co dokładnie znajduje się w najnowszym boxie to zapraszam do dalszej części wpisu!



Neicha, Luksusowe rzęsy, produkt pełnowymiarowy, 16,90zł/komplet

Od bardzo dawna nie używałam sztucznych rzęs, choć kiedyś sięgałam po nie regularnie. Na pewno wykorzystam je gdy będę miała w planach większe, wieczorne wyjście.

Neicha, Niewidoczny klej do rzęs White, produkt pełnowymiarowy,14,90zł/5g

Gdy mówimy o sztucznych rzęsach to oczywiście nie możemy obejść się bez dobrego kleju. Klej tak naprawdę jest bardzo ważnym elementem całej zabawy ze sztucznymi rzęsami i w dużej mierze on przesądza o trwałości sztucznych rzęs i ostatecznym efekcie.

Faberlic, Cień do powiek w kredce, produkt pełnowymiarowy, 22,50zł/szt.

Ostatnio bardzo się przekonałam do cieni w kredce, choć kiedyś raczej unikałam cieni w takiej formie. Ja otrzymałam cień w kolorze czerni/ciemnego grafitu. Sprawdzi się idealnie przy smokey eyes. Cieszę się, że otrzymałam tak uniwersalny kolor.

Schwarzkopf, Gliss Kur fiber Therapy Regeneracja w olejku, nowość, produkt pełnowymiarowy, 18,99zł, 100ml

Jest to nowość na rynku – połączenie upiększającego olejku z regenerującą formuła. Produkt przeznaczony do włosów przeciążonych przez zabiegi koloryzujące i stylizacyjne, czyli coś dla mnie. Jestem bardzo ciekawa efektów, zdecydowanie jest to nowość Schwarzkopf godna zainteresowania.

L'Orient, Krem pod oczy, produkt pełnowymiarowy, 64zł/15ml

Obecność tego produktu w boxie bardzo mnie cieszy. Dobry krem pod oczy zawsze znajdzie zastosowanie w mojej toaletce. Producent obiecuje poprawę elastyczności, redukcję zmarszczek oraz cieni pod oczami. Krem pod oczy to podstawa porannej i wieczornej pielęgnacji!

Bell, Modelujący żel do brwi, produkt pełnowymiarowy, 9,99zł/9g

Miałam już okazję testować ten żel do brwi i uważam że jest to bardzo dobry produkt w niewielkiej cenie. Fajnie ujarzmia brwi, nadaje im kolor. Przypadnie do gustu zwłaszcza paniom, które mają gęste i ciemne, ale niezdyscyplinowane brwi.

BlanX Med, Pasta do zębów Anty-Osad, 22,90zł/75ml

Miniaturowe opakowanie pasty przyda się w podróży a nawet w torebce, żeby wyczyścić zęby w ciągu dnia bez konieczności zabierania ze sobą pełnowymiarowej tubki pasty.

Joko Make up, Emulsja rozświetlająca Glow Primer, produkt pełnowymiarowy, 9,90zł/25ml

Zawsze bardzo lubiłam kosmetyki kolorowe firmy Joko i ubolewam na ich trudną dostępnością. W moim mieście nie są dostępne w żadnym ze stacjonarnych sklepów.

Ja otrzymałam bazę w kolorze nr 200, jest to bardzo ciepły odcień jasnego brązu. Nie mam odwagi, aby zmieszać ją z podkładem i nałożyć na całą twarz, ale stosowana pod podkład na kości jarzmowe cudownie podbija działanie rozświetlacza!

Cuccio Naturale, prezent, Butter Coconut&Ginger

Ja otrzymałam cudowanie pachnące kokosami i imbirem masełko do ciała, które można stosować na dłonie, ciało i stopy. Niewielka tubka idealnie spisze się jako kosmetyk do torebki. Zajmuje niewiele miejsca i będę mogła po nią sięgnąć w każdej chwili, gdy moje dłonie będą potrzebowały extra nawilżenia.

Farmona, Zimowy krem do twarzy -20 Protect, produkt pełnowymiarowy, 11,50zł/75ml

Krem, który idealnie sprawdzi się w zimowe dni. Chroni przed odmrożeniem i działaniem promieniowania słonecznego.

 W styczniowym ShinyBoxie znalazło się dużo kosmetyków pełnowymiarowych. Mi najbardziej przypadł do gustu krem pod oczy, olejek do włosów oraz emulsja rozświetlająca.

22:33, makeuphunter , ShinyBox
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 stycznia 2017

Kilka miesięcy temu zakupiłam prostownicę Philips z serii Moisture Protect. Zakup ten uważam za jeden z najlepszych minionego roku i przejście z prostownicy Babyliss na Philips Moisture Protect mogłabym porównać do przesiadki z malucha do Porsche. Jeżeli jesteście ciekawi mojej recenzji prostownicy zapraszam TUTAJ. Tymczasem przejdźmy do meritum dzisiejszego wpisu, jakim jest suszarka ze wspomnianej już serii Moisture Protect.

Odkąd zaczęłam używać prostownicy Philips wiedziałam, że prędzej czy później zakupię także suszarkę z tej samej serii. Podobnie jak w przypadku prostownicy, jedynym minusem suszarki jest jej cena. Niecałe 400zł to spora kwota zwłaszcza w porównaniu z innymi suszarkami dostępnymi w popularnych sieciach handlujących elektroniką. Moja poprzednia suszarka Rowenty nadal jest sprawna, posiada kilka regulacji temperatury i mocy nawiewu oraz dyfuzor. Dlatego długo wahałam się czy powinnam zakupić nową suszarkę. Tym co przekonało mnie do zmiany był fakt, że po każdym suszeniu włosów były one dramatycznie wysuszone, puszyły się i wyglądały fatalnie, mimo iż suszyłam je letnim powietrzem, zgodnie z kierunkiem łuski włosa. Wszystkie moje nadzieje pokładałam w nowej suszarce z technologią Moisture Protect.

 W recenzji prostownicy wyjaśniałam na czym polega wspomniana technologia, więc nie chcę się powtarzać. Jednym słowem dzięki technologii Moisture Protect urządzenie bada temperaturę włosa i chłodzi nawiew, gdy włos się przegrzewa. W recenzowanej suszarce funkcję tą możecie wyłączyć lub włączyć. Ja oczywiście mam ją cały czas włączoną, bo był to jeden z powodów dla których zdecydowałam się na zakup tej suszarki.

Suszarka posiada oczywiście możliwość regulacji siły nawiewu i temperatury, jonizację, dyfuzor, koncentrator i bardzo długi kabel.

 Mówiąc o tym urządzeniu nie sposób pominąć jego designu. Połączenie bieli z różowym złotem robi wrażenie. Suszarka jest wykonana bardzo solidnie, choć jest ciężka i według mnie średnio poręczna. Trzymając ją w dłoni często mimowolnie zmieniam ustawienia, moje palce ciągle dotykają przycisków, nie da się jej inaczej ułożyć w dłoni.

 Chcąc przetestować wszystkie funkcje suszarki układałam włosy na szczotce korzystając z koncentratora, dyfuzorem i bez nałożonego koncentratora. Suszarka w 100% spełnia moje oczekiwania. Włosy nawet po niedbałym suszeniu bez użycia szczotki są wygładzone, lśniące, zdrowe i same się układają. Na szczęście suche, popalone i matowe włosy po użyciu innej suszarki są już tylko wspomnieniem. Bardzo przypadł mi do gustu dyfuzor, bo posiada ostro zakończone elementy, dzięki czemu sprawnie chwyta poszczególne pasma włosów.

Susząc włosy przy włączonej funkcji Moisture Protect faktycznie czuję, że co jakiś czas temperatura powietrza zmniejsza się, momentami jest to wręcz chłodny nawiew. Ale na tym pewnie polega cały trik z ochroną włosów przed przegrzaniem i cieszę się, że suszarka nad tym czuwa :)

 Jestem przeszczęśliwa, że zakupiłam tą suszarkę. Jej cena nie jest niska, ale wierzcie mi że jest warta każdej wydanej złotówki. Za nic nie wróciłabym do suszarek, których używałam wcześniej.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 143
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          
Instagram