poniedziałek, 01 maja 2017

Jeżeli czytacie mojego bloga regularnie to wiecie, że w październiku zeszłego roku po długim namyśle zdecydowałam się na daith piercing, czyli przekłucie jednej z wewnętrznych chrząstek ucha. Był to mój pierwszy piercing po kilkuletniej przerwie. Szczerze mówiąc nie lubię tego wszystkiego co jest związane z piercingiem, czyli bólu podczas przekłuwania, który towarzyszy podczas całego okresu gojenia (a ten może trwać i kilka miesięcy), całego tego troszczenia się o świeże przekłucie … Kto kiedykolwiek bawił się w piercing doskonale wie co mam na myśli. Co innego tatuaże, ból podczas ich powstawania dla mnie właściwie nie istnieje, owszem trzeba o nie dbać w okresie gojenia, ale gdy już są zagojone to mamy z głowy, stają się naszą drugą skórą i nic się z nimi nie dzieje. Z kolczykami to bywa różnie, nawet te które mamy od dziesięciu lat potrafią nieźle dopiec. Mój daith piercing niestety potwierdził wszystkie moje obawy związane z piercingiem. Jeżeli chcecie przeczytać moje wcześniejsze posty dotyczące tego przekłucia, w tym wrażenia świeżo po zrobieniu kolczyka to zapraszam TUTAJ i TUTAJ.

Moja ostatnia aktualizacja dotycząca kolczyka była z grudnia. Pisałam wtedy, że okładami z soli fizjologicznej udało się pozbyć okropnej guli, która narosła przy kolczyku. Niestety okazało się, że walka z tą cholerną gulą to była walka z wiatrakami – znikała na tydzień po to, żeby odrosnąć na trzy tygodnie. W końcu bezsilna postanowiłam zadzwonić do mojej piercerki, nie mogła mnie przyjąć tego samego dnia, ale wysłałam jej zdjęcia mojego ucha i na ich podstawie doradziła mi, żebym zastosowała maść MaxiBiotic. Po pierwszym użyciu byłam wniebowzięta, bo gula która była tak ogromna że wychodziła już poza moje ucho, prawie zniknęła!!! W ciągu kilku następnych dni nie było po niej śladu, ale jak się pewnie domyślacie … problem wrócił :(( Po dwóch tygodniach miałam wielką, czerwoną i bolesną gulę w tym samym miejscu. Na domiar złego piercerka tak zakręciła mój kolczyk, że nie byłam w stanie sama go zdjąć. Miałam już dużo kolczyków, ale pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji – z obolałym uchem i uwięziona z kolczykiem, którego sama nie potrafiłam usunąć z mojego ciała. Oczywiście próbowałam odkręcić kulkę w lateksowych rękawiczkach, prosiłam tez o pomoc męża. Nie była to komfortowa sytuacja. W końcu podjęłam decyzję, że po siedmiu miesiącach nie chcę już dłużej walczyć o ten kolczyk, ciągły ból odbierał mi chęć do życia, nie widziałam nadziei na uratowanie tego przekłucia. Umówiłam się do mojej piercerki na zdjęcie kolczyka. To był prawdziwy koszmar! Piercerka próbowała odkręcić kulkę rękoma, szczypcami, prawie wyrywając mi przy tym ucho i nic. Nakrętka ani drgnęła!!! Miałam łzy w oczach i całość była sto razy bardziej bolesna niż przekłucie. Po jakichś dwudziestu minutach męczarni w końcu się udało. W międzyczasie gula pękła i wylało się z niej dużo krwi, ucho nie przestawało krwawić przez kolejne dwadzieścia minut … Na szczęście już następnego dnia nie czułam w tym miejscu żadnego bólu ani dyskomfortu, wszystko szybko się zagoiło.

Byłam rozczarowana utratą kolczyka po niespełna roku walki o niego. Brakowało mi czegoś na moim uchu, dlatego pewnego wieczoru zupełnie spontanicznie postanowiłam sprawdzić czy moje przekłucie helix, w którym nie nosiłam kolczyka przez dwanaście lat da się jeszcze odzyskać. Bez przyłożenia latarki do ucha nie widziałam nawet śladu dawnego przekłucia, ale przy odpowiednim naświetleniu coś tam zaczynało być widoczne. Najcieńszym kolczykiem, jaki posiadam zaczęłam bardzo delikatnie „drążyć” dziurkę. Do połowy kolczyk przeszedł całkiem sprawnie, ale nie było szansy na przebicie się z drugiej strony. Użyłam odrobiny olejku dla poślizgu i jakimś cudem udało się!! Przez następnych kilka godzin ucho było bardzo czerwone, następnego dnia bolało dosyć mocno, z tyłu na kolczyku widziałam też trochę krwi, ale po kilku dniach ból całkowicie ustąpił, mogłam też swobodnie zmieniać kolczyk. Wczoraj zdecydowałam się na zakup srebrnej pozłacanej nausznicy z YES, którą widzicie na zdjęciu. Niżej założyłam wykonane ze złota kolczyki w kształcie gwiazdki YES, a wszystko zestawiłam z plugami ….. Mam nadzieję, że podoba wam się taki mix, bo mi bardzo :))

 

niedziela, 30 kwietnia 2017

W dzisiejszym poście opowiem wam o tym co znalazło się w kwietniowym ShinyBoxie. Jest o czym opowiadać, bo w tym miesiącu ShinyBox zaskoczył kilkoma ekskluzywnymi kosmetykami.

 Szata graficzna w tym miesiącu to przede wszystkim minimalizm i stonowane kolory, ale wewnątrz istne szaleństwo!! Poniżej znajdziecie dokładny opis zawartości boxa o nazwie Spełnij Marzenia.

417, Pieniący żel do mycia twarzy z luffą, produkt pełnowymiarowy, produkt premium, 116zł/200ml

Niecałe 120zł to sporo jak za produkt myjący do twarzy, sami chyba przyznacie. Cena spotęgowała moją ciekawość jak i oczekiwania względem tego produktu. Używałam go codziennie przez ostatni tydzień i nie zawiodłam się. Kosmetyk ma dość rzadką konsystencję i zawiera mikrocząsteczki, które delikatnie peelingują skórę. Pewnie w dużej mierze to dzięki tym cząsteczkom skóra po zastosowaniu żelu jest dużo gładsza. Szczerze polecam ten produkt!

Dr Irena Eris, Błyszczyk do ust, produkt pełnowymiarowy, produkt premium, 55zł/szt.

Ten produkt akurat znam doskonale, nawet recenzowałam go kiedyś na blogu. Bardzo dobry produkt, podobnie jak powyższy żel z wyższej półki cenowej. Ja otrzymałam fajny nudziakowy odcień ciepłego beżu.

Faberlic, Balsam tlenowy Air Stream z linii Legendarny Tlen, produkt pełnowymiarowy, 39,90zł/50ml

Kosmetyk zalecany m.in. po ekspozycji na światło słoneczne, depilacji, agresywnych zabiegach w gabinecie kosmetycznym a także po przebytym stresie. Opis wydał mi się bardzo interesujący, tym bardziej że lubię kosmetyki o łagodzącym działaniu.

 Krynickie SPA, Rozświetlający krem pod oczy, produkt pełnowymiarowy, 16zł/30ml

Produkt obiecuje zmniejszenie widoczności zmarszczek oraz rozświetlenie skóry pod oczami. Chętnie przetestuję nowość, choć w przypadku kremów pod oczy najbardziej zależy mi na tym, aby nie podrażniały moich wrażliwych oczu.

 

Joko Make up, Spiekany róż do policzków, produkt pełnowymiarowy, 24,50zł/szt.

Uwielbiam kosmetyki do makijażu Joko i ubolewam nad tym jak ciężko są one dostępne! Kiedyś uzywałam spiekanych róży Joko i pamiętam, że były fenomenalne, zresztą jak cała ich makijażówka. 

Lab One, NO1 Regenerujący szampon do włosów Step 1, upominek

Nie słyszałam wcześniej o tej firmie, na pewno chętnie przetestuję szampon. W końcu włosy potrzebują czasem odmiany :)

 To już wszystko co znalazło się w kwietniowym ShineBoxie. Duży plus za pojawienie się dwóch produktów premium i za to, że właściwie wszystko w boxie Spełnij Marzenia to kosmetyki pełnowymiarowe. Ostatnimi czasy ShinyBox nie przestaje pozytywnie mnie zaskakiwać.

11:44, makeuphunter , ShinyBox
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 kwietnia 2017

Zapraszam was na nieco spóźniony wpis z cyklu Obejrzane, w którym polecam filmy i seriale, jakie przykuły moją uwagę w poprzednim miesiącu. Do tej pory zwykle pisałam, że widziałam tak dużo ciekawych rzeczy aż nie wiem od czego zacząć. W tym miesiącu niestety było inaczej, jest to jeden z powodów, dla których wpis pojawia się tak późno. W marcu był dosłownie jeden tytuł, który mnie zachwycił, ale jest to serial który pewnie wszyscy już widzieli ;) Mimo to mam nadzieję, że znajdziecie jakieś inspiracje w marcowych Obejrzanych! 

Peaky Blinders – zacznę od serialu, który po prostu skradł moje serce. Nic nowego, bo premiera pierwszego sezonu miała miejsce kilka lat temu. Czytałam tak wiele pochlebnych opinii na temat tego serialu, że w końcu ugięłam się i też postanowiłam obejrzeć Peaky Blinders.

Jest to produkcja telewizyjna na najwyższych poziomie. Wielbiciele interesującej fabuły, najwyższych lotów aktorstwa nie będą zawiedzeni, ale twórcy serialu nie zapomnieli również o koneserach dobrej ścieżki dźwiękowej. Każdy odcinek otwiera piosenka Nicka Cave'a Red Right Hand, czym twórcy serialu kupili mnie natychmiast.

Akcja toczy się w latach 20. ubiegłego stulecia, w Birmingham. Głównymi bohaterami są bracia Shelby, lokalni gangsterzy budzący respekt w całym mieście. Zajmują się nielegalnymi zakładami bukmacherskimi, prowadzą swój pub. Po piętach depcze im irytujący policjant, a na tle barowych rozrób rodzą się ogromne namiętności. W serialu nie brakuje akcji, ciekawych postaci, wątków miłosnych, a wszystko jest zrealizowane z ogromną wprawą i rozmachem. Polecam, polecam, polecam!!!

Suntan / Opalenizna – nagrodzony na festiwalach grecki film, który robi wrażenie mimo kameralnego charakteru. Opowiada historię mężczyzny w średnim wieku, który trafia do pracy jako lekarz na małą grecką wyspę. Nudna i smętna zimą wyspa, latem zmienia się w raj dla imprezowiczów. Tłumnie zjeżdżają tam młodzi ludzie z całej Europy i jak to bywa na wakacjach zupełnie puszczają im hamulce. Temu szaleństwu z ochotą poddaje się również wspomniany lekarz, zwłaszcza gdy pewna młoda turystka okazje zainteresowanie jego osobą. Ciekawy portret psychologiczny człowieka w średnim wieku, któremu mówiąc wprost nie udało się w życiu. Film aż kipi erotycznym napięciem, a fabuła choć prosta przekazuje bardzo dużo. 

Thirteen Reasons Why / Trzynaście powodów – jedna z nowszych i szeroko komentowanych serialowych propozycji Netflixa. Całość rozgrywa się w jednym z amerykańskich liceów. Jedna z uczennic popełnia samobójstwo i pozostawia kasety magnetofonowe, na których snuje opowieść o sobie i o tym co pchnęło ją do decyzji o odebraniu sobie życia. Kasety trafiają wyłącznie w ręce tych, którzy w jakiś sposób przyczynili się do jej śmierci. Jestem dopiero w połowie sezonu, ale już mogę wam polecić ten serial. Jest dobrze zrealizowany i wciągający. Nie plasuje się na szczycie mojej serialowej listy, ale może dlatego, że główni bohaterowi są ode mnie dużo młodsi i trudno mi się utożsamiać z nimi lub ich problemami.

Hotel Beau Sejour – belgijski kryminał o dość nietypowej fabule. Jak w wielu kryminałach mamy zamordowaną nastolatkę i próbę rozwikłania zagadki kto zabił. Tutaj jednak scenarzyści poszli o krok dalej, bo jedną z osób która pomaga przy śledztwie jest …. duch zamordowanej dziewczyny. Trochę trąci tandetą, nieprawdaż ? I momentami tak właśnie bywa w tym serialu – tandetnie i tanio, ale ostatecznie całość potrafi się obronić. Historia jest ciekawa, wątki poboczne również.

niedziela, 09 kwietnia 2017

Czy lubicie dostawać prezenty ? Nie musicie odpowiadać, wiem że tak. Każdy z nas lubi upominki, dlatego tak chętnie uczestniczymy w różnych konkursach i programach lojalnościowych. Dziś opowiem wam o jednym z takich programów, do którego banalnie łatwo jest przystąpić i jest to zupełnie darmowe :)

Na pewno wiele z was regularnie kupuje kosmetyki do pielęgnacji lub makijażu Dr Irena Eris, ale możecie nie widzieć o tym, że istnieje coś takiego jak Holistic Club. Jest to program lojalnościowy marki Dr Irena Eris, platforma na której punkty za zakupione produkty wymieniacie na nagrody :) W sekrecie już mogę wam zdradzić, że nagrody są fantastyczne, a w dalszej części wpisu wyjaśnię wam jak się zarejestrować i wymieniać kody na punkty, które później stają się prezentami.

Po pierwsze, punkty za usługi w Kosmetycznych Instytutach i Hotelach SPA automatycznie wpadają na konto klubowicza, wystarczy w recepcji podać login z programu lojalnościowego. Natomiast punkty za zakupione kosmetyki trzeba rejestrować na stronie internetowej. Kartoniki z kodami znajdują się wewnątrz opakowania z produktem i wyglądają tak:

Zanim jednak będziecie mogły wprowadzić kod z opakowania trzeba zrobić jeszcze jeden mały krok, jakim jest rejestracja na stronie www.club.drirenaeris.com. Strona logowania/rejestracji wygląda w następujący sposób:

Oczywiście jeśli posiadacie już konto na stronie wystarczy się zalogować, jeśli nie to przechodzimy do rejestracji w lewym dolnym rogu strony.

Po rejestracji na podany adres mailowy otrzymujecie maila powitalnego:

Gdy już się zarejestrujecie, świat Holistic Club staje przed wami otworem. Możecie przeglądać prezenty, na które wymienicie swoje punkty i oczywiście możecie dodawać punkty. Aby to zrobić wyjmujecie kod z opakowania dowolnego kosmetyku Dr Irena Eris i klikacie w zakładkę Moje Konto, po czym wybieracie Moje Punkty. Poniżej pojawi się miejsce, gdzie wpisujecie kod z opakowania, dokładnie jak na zdjęciach poniżej: 

 

W każdej chwili po zalogowaniu macie wgląd w ilość zgromadzonych punktów, a w zakładce Strefa Prezentów pod każdym upominkiem jest podana ilość punktów, jaką musicie uzbierać aby wybrać daną rzecz. Bardzo proste, prawda :)

 Zachęcam was do zabawy!!!!

10:45, makeuphunter , Inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 kwietnia 2017

Jak pewnie wiecie ShinyBox to nie tylko zestawy kosmetyczne sygnowane tą nazwą, ale też boxy InspiredBy m.in. UROK. W tym poście chcę wam trochę przybliżyć zawartość XI edycji pudełka UROK.

Ten zestaw to pielęgnacja przez duże P, dzięki niemu zadbacie o kondycję swojej skóry włosów i ust. Jeśli jesteście ciekawe co dokładnie składa się na XI edycję zestawu UROK, zapraszam do dalszej części wpisu. 

Termissa, Żel do ciała, produkt pełnowymiarowy, 26,65zł/250ml

Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej firmie, także będzie to dla mnie totalna nowość zarówno jeśli chodzi o produkt jak i całą markę.

Diadermine, Kapsułki do twarzy z kolagenem Lift+ Ultra Ujędrnienie, produkt pełnowymiarowy, 19,90zł/op.

Zawarty w kapsułce kolagen i kompleks witamin zapewniają długotrwały efekt ujędrnienia i liftingu. Ostatnio stosowałam tego typu kapsułki do twarzy firmy Dr Irena Eris i byłam bardzo pozytywnie zaskoczona efektami – moja skóra nabrała fajnego kolorytu polepszyła się jej kondycja. Dlatego tym chętniej wypróbuję te kapsułki i mam nadzieję, że efekty będą równie dobre.

Avril, Szminka do ust, produkt pełnowymiarowy, 17.99zł/szt.

W boxach znalazły się różne rodzaje pomadek, ja otrzymałam szminkę w kredce w dość mocnym odcieniu różu. Produkt jest mocno kryjący, ale dzięki temu że jest w formie kredki łatwo rozprowadzić go równomiernie. Fajnie nawilża usta, kolor długo utrzymuje się na ustach.

Etre Belle, Hyauluronic Hydra Power – gotowy zabieg nawilżający w 3 krokach, produkt pełnowymiarowy, 29,90zł/szt.

Intensywne nawilżenie i ochrona przed zmarszczkami – tak produkt zachwala producent. Otrzymujemy dużą, składającą się z 3 części saszetkę, która tak naprawdę jest intensywnie nawilżającym zabiegiem dla naszej cery. Już nie mogę się doczekać aż wypróbuję ten „zabieg”, tym bardziej że bardzo cenię firmę Etre Belle.

 Armed, Lekos serum-lotion, 45zł/50ml

Jest to preparat, który ma odżywić nasze włosy, a konkretnie ich cebulki. Polecany zwłaszcza dla włosów wypadających oraz osłabionych farbowaniem czy trwałą ondulacją. Moje włosy na szczęście nie wypadają, ale zdecydowanie ich kondycja jest osłabiona częstym farbowaniem i stylizacją z użyciem wysokiej temperatury. Obecność tego produktu w boxie cieszy mnie najbardziej. Od kilku dni używam go regularnie, aplikując niewielką ilość na skórę głowy i już gdzieniegdzie widzę krótkie, wyrastające włosy. Świetny produkt, o którego istnieniu sama pewnie bym się nie dowiedziała.

 AVA Labolatorium, Maseczka do twarzy z linii Bauty Express Mask, produkt pełnowymiarowy, 3,69zł/szt.

Maseczki uwielbiam, więc cieszę się, że będę mogła przetestować kolejną dla mnie nowość :))

Jak widzicie XI edycja boxa UROK to mocny akcent w pielęgnacji, ochrona przeciwzmarszczkowa, nawilżenie i świetny produkt dla zniszczonych, wypadających włosów. Bardzo udany mix kosmetyków. 

15:28, makeuphunter , ShinyBox
Link Dodaj komentarz »
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Instagram