poniedziałek, 03 kwietnia 2017

Zapytana z czym kojarzy mi się marka Dr Irena Eris bez wahania odpowiem, że przede wszystkim z luksusem i najwyższą jakością. Tym właśnie wyróżnia się recenzowane dziś przeze mnie Lekkie mleczko nawilżająco-odżywcze do ciała Milk Euphoria z serii Body Art. Uwagę natychmiast przykuwa piękny zapach typowy dla wyszukanych perfum, do tego konsystencja jest jedwabista – mleczko wchłania się bardzo szybko, ale przyjemny zapach zostaje z nami na dłużej.

Mleczko posiada najwygodniejszą formę aplikacji z możliwych, czyli pompkę. Opakowanie jest bardzo estetyczne i … duże :) Myślę, że produktu wystarczy na kilka miesięcy codziennego używania. Konsystencja jest dość rzadka, ale jedwabista. Produkt bardzo łatwo aplikuje się na skórę i szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy na skórze. To wszystko staje się jeszcze przyjemniejsze dzięki pięknemu zapachowi, który mnie po prostu uwiódł. 

Wystarczył tydzień regularnego stosowania, abym zauważyła różnicę. Moja skóra stała się bardziej nawilżona, wygładzona i wydaje mi się, że nabrała ładniejszego kolorytu.

Myślę, że mleczko Milk Euphoria jest wspaniałym pomysłem na prezent dla bliskiej wam kobiety – mamy, siostry, babci lub przyjaciółki lub po prostu dla samej siebie :)

niedziela, 02 kwietnia 2017

Polska marka Lirene, która należy do jednych z moich ulubionych firm kosmetycznych regularnie wprowadza do swojej oferty nowości. Co kilka miesięcy pojawiają się nowe płyny micelarne, kremy do twarzy, balsamy do ciała oraz pokłady, bo Lirene to nie tylko pielęgnacja ale i makijaż. Dziś zapraszam was na krótki przegląd tego co nowego przygotowało dla nas Lirene na sezon wiosna/lato 2017!

Na pierwszy ogień idzie seria C+D Vitamin Energy, przeznaczona dla kobiet po 30. roku życia. Ja będę testować Żel myjąco-energetyzujący, Odżywczy krem głęboko nawilżający (na dzień i noc) przeznaczony do cery suchej i wrażliwej oraz Skoncentrowane StimuSerum na noc.

Jeżeli chodzi o żele do mycia twarzy to ja od kilku lat jestem wierna marce Lirene, mam swoje ulubione serie, ale chętnie też testuję nowości. Tak jak wspomniałam seria Vitamin Energy przeznaczona jest dla pań po 30stce – wygładza pierwsze zmarszczki, przywraca skórze sprężystość i rozświetlenie a także ją chroni.

Kolejną nowością są płyny micelarne, które chyba na dobre zagościły już w kosmetyczce każdej z nas. Kiedyś królowały mleczka do demakijażu, ale odkąd pojawiły się płyny micelarne kobiety pokochały je. Doskonale usuwają makijaż i zanieczyszczenia z naszej twarzy, do tego są delikatne i dbają o naszą cerę. Dwa płyny micelarne, które są nowością w ofercie Lirene to Płyn micelarny nawilżająco-łagodzący z D-Panthenolem przeznaczony do każdego rodzaju cery oraz Płyn micelarny z minerałami z Morza Martwego, także przeznaczony do każdego rodzaju cery.

 

Dwie ostatnie nowości to Olejek pod prysznic Inca Inchi w przepięknej brązowo-złocistej buteleczce oraz Brązująca mgiełka olejowa duo-formuła z bursztynem. Ostatni produkt bardzo mnie zainteresował, ponieważ latem lubię sięgać po kosmetyki brązujące, a tutaj mamy do czynienia z zupełnie innowacyjną formułą, która pielęgnuje skórę i stopniowo nadaje jej złocistego kolorytu. Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzi się u mnie.

To tyle jeżeli chodzi o nowości od marki Lirene, zachęcam was do testowania. Ja już nie mogę się doczekać aż podzielę się z wami pierwszymi wrażeniami!

środa, 29 marca 2017

Jak co miesiąc zapraszam was na szybki przegląd zawartości najnowszego ShinyBoxa. Marcowe pudełko o nazwie Pani Wiosna zostało ozdobione przepiękną grafiką, a jego zawartość zaspokoi potrzeby najbardziej wymagających kosmetykomaniaczek :)

LashVolution, Serum do rzęs, produkt pełnowymiarowy, 79zł/3ml

Jest to niewątpliwie najmocniejszy punkt marcowego boxa. Wszystkie marzymy o pięknych, długich rzęsach, dlatego chętnie sięgamy po specyfiki takie jak LashVolution. Jest to serm do rzęs, którego aplikacja jest banalnie prosta i zajmuje kilka sekund, wystarczy dołączonym aplikatorem nanieść produkt wzdłuż linii rzęs i gotowe :) Pierwsze efekty mają być widoczne już po 14 dniach codziennego stosowania.

Schwarzkopf, Suchy szampon Got2b, nowość, 18,99zł/200ml

W dzisiejszych czasach suche szampony na dobre zagościły w naszych łazienkach i torebkach. Używamy ich nie tylko, aby odświeżyć włosy ale też dodać ich trochę objętości po umyciu. Ten suchy szampon charakteryzuje się bardzo przyjemnym, owocowym zapachem. Fajnie nadaje włosom objętości i tekstury. Co ważne – w ciągu dnia nie osypuje się biały proszek co sprawia, że ten produkt jest na mojej top liście.

Schwarzkopf, Szampon do włosów Schauma z linii Nature Moments, nowość, produkt pełnowymiarowy, 10,99zł/400ml

W boxach znalazły się różne rodzaje szamponów. Ja otrzymałam szampon wzmacniający ekstrakt z miodu i olej z opuncji figowej. Chętnie przetestuję, tym bardziej że jest to nowość w ofercie Schwarzkopf.

Bielenda, Hydrożelowa maseczka ultra nawilżająca, produkt pełnowymiarowy, 2,60zł/2x5g

Uwielbiam maseczki do twarzy, więc cieszę się ze w marcowym boxie pojawiła się maseczka od Bielendy. Nie używałam wcześniej maseczek tej firmy.



Bell, Kremowy róż do policzków, produkt pełnowymiarowy, 12,99zł/szt.

Bell uważam za jedną z najlepszych firm kosmetycznych z drogeryjnej niższej półki cenowej. W ich ofercie znajdziecie świetne jakościowo kosmetyki w bardzo przystępnych cenach. Ten kremowy róż do pliczków jest kolejnym dowodem na to, że firma Bell wie co robi. Róż ma naturalny, dziewczęcy kolor, dobrze się rozprowadza, trudno z nim przesadzić.

Jadwiga, Polska papka do cery trądzikowej, produkt pełnowymiarowy, 30zł/30ml

Nie mam cery trądzikowej ani problemu z niedoskonałościami na twarzy, więc ten produkt chętnie oddam w dobre ręce. 

Delia, Krem do stóp – Regulator potliwości z linii Good Foot, produkt pełnowymiarowy, 6,70zł/100ml

Używałam już tego kremu do stóp i pamiętam, że fajnie się sprawdzał, więc jest mile widziany w mojej kosmetyczce :)

Glov, Quick Treat Unicornection, Mini rękawica do poprawy makijażu, produkt pełnowymiarowy, 14,90zł/szt.

Bardzo ciekawy gadżet w postaci niewielkiej rękawicy, która w kontakcie z wodą może posłużyć nam jako ekologiczne narzędzie do demakijażu. Wszystko czego potrzebujemy to odrobina woda i ta niewielka rękawica, dzięki niej możemy sprawnie zmyć makijaż lub go poprawić.

Marcowy ShinyBox w wiosennym klimacie nie tylko cieszy oko ładnym opakowaniem, ale też dba o nasze rzęsy, włosy, cerę, stopy i udowadnia, że makijaż można zmyć szybko i ekologicznie :) 

20:58, makeuphunter , ShinyBox
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 marca 2017

Z okazji Dnia Kobiet otrzymałam wspaniały prezent od marki Dr Irena Eris. Całkiem nieoczekiwanie do mojego biura 8.marca zapukał kurier i wręczył sporych rozmiarów paczkę. Natychmiast ją otworzyłam i moim oczom ukazał się zapakowany w pudrowo różowy karton zestaw składający się ze szminek i kubka. Jak mogliście się dowiedzieć czytając moje wpisy, jestem totalną maniaczką szminek. Podarunek niezmiernie mnie ucieszył i od tego dnia testuję nowe pomadki, matowe i nabłyszczające – na przemian :) Bo w zestawie były szminki Dr Irena Eris Bright Lipstick oraz Real Matt, o których więcej dowiecie się z dalszej części wpisu.



W zestawie znajdowało się aż sześć różnych odcieni pomadek Dr Irena Eris. Połowa z nich to pomadki matowe z serii o nazwie Real Matt, druga połowa to pomadki nabłyszczające z serii Bright Lipstick. Wszystkie odcienie, jakie otrzymałam to mocne, zdecydowane kolory. Jeśli lubicie akcentować usta mocniejszym kolorem to zostańcie ze mną, na pewno wybierzecie coś dla siebie.

Najpierw całą swoją uwagę skupiłam na pomadkach matowych Real Matt, bo matowe mocne usta to ostatnimi czasy element makijażu, z którego nie zamierzam rezygnować. Otrzymałam 3 matowe pomadki w kolorach: Erosteric Rouge, Abundant Fuchsia oraz Serene Nude. Moim ulubieńcem, po który sięgam bardzo często nawet w moich codziennych makijażach do pracy jest ostatni z wymienionych odcieni Serene Nude. Niech was nie zmyli obecność słowa Nude, bo z delikatnym cielistym odcieniem ta pomadka nie ma nic wspólnego. Jest to bardzo interesujący odcień ciemnej, zgaszonej czerwieni i chyba faktycznie pobrzmiewają w nim jakiejś beżowe tony i stąd to Nude w nazwie. Nigdy wcześniej nie miałam szminki w podobnym odcieniu. Kolor można bardzo fajnie stopniować, nałożona oszczędnie podbija kolor ust, a przy kilku warstwach daje mocne krycie. Abundant Fuchsia jest najciemniejsza z całej puli, ale też chętnie po nią sięgam. Ten ultra intensywny róż z fioletowymi tonami robi ogromne wrażenie w duecie z minimalistycznym makijażem oka.

 Seria Real Matt skradła moje serce. Jest to prawdziwy, gładki mat. Kolory są bardzo intensywne o mocnym kryciu. Pomadki są tak wyprofilowane, że łatwo jest obrysować dokładnie kontur ust, co jest ważne przy ciemnych, kryjących kolorach. Trwałość tych pomadek jest zaskakująca, kolor jest widoczny na ustach nawet po 7 godzinach. Zazwyczaj muszę je zmywać płynem micelarnym podczas wieczornego demakijażu. Pomadki nie wysuszają ust, nie podkreślają suchych skórek, a kolor traci na intensywności równomiernie. 

Za testowanie serii błyszczących pomadek Bright Lipstick zabrałam się nieco później, czego trochę żałuję bo to właśnie wśród nich znalazłam swojego ulubieńca. Okazał się nim kolor Harsh Fuschsia, który jest po prostu niesamowity. Jest to bardzo, bardzo intensywny wręcz wibrujący odcień różu. Pomadka zarezerwowana raczej dla odważnych, taka która dominuje całą resztę makijażu i przyciąga wzrok już z daleka. Choć jest to pomadka błyszcząca to również należy się pochwała za trwałość, bo po 5 godzinach kolor nadal jest widoczny na ustach.

Na uwagę zasługuje też kolor o nazwie Red Rebel, bardziej klasyczny ale równie intensywny jak pozostałe. Red Rebel to ciemna, nasycona czerwień. Kropka nad i każdego makijażu. Idealna gdy chcemy się poczuć seksownie, kobieco i troszeczkę w stylu retro.

Po serii Bright Lipstick spodziewałam się efektu wręcz typowego dla błyszczyków, mokrej tafli na ustach, nawet trochę się tego obawiałam. Okazało się, że niepotrzebnie bo seria Bright Lipstick to nadal mocne, wyraziste kolory tylko mniej matowe wykończenie niż Real Matt. Krycie i trwałość też są świetne, szminek zupełnie nie czuć na ustach.

 Jeżeli macie ochotę podkreślić zdecydowanym kolorem usta na wiosnę to wśród sześciu odcieni, o których piszę w dzisiejszym poście na pewno znajdziecie odcień odpowiedni dla siebie. Nie bójcie się eksperymentować, makijaż to świetna zabawa :)

niedziela, 12 marca 2017

Dziś zapraszam na nieco spóźniony comiesięczny cykl Obejrzane, w którym dzielę się z wami filmowymi i serialowymi propozycjami z minionego miesiąca. Luty pod tym względem to było istne szaleństwo! Obejrzałam wiele nowości, sporo kontynuacji wcześniejszych sezonów, jest o czym opowiadać, a poniżej wyselekcjonowane, najciekawsze tytuły lutego!

Big Little Lies / Wielkie kłamstewka – chyba najbardziej wyczekiwany serial HBO tego roku. Sama odliczałam dni do jego premiery i choć niestety stacja HBO zawsze każe czekać na kolejny odcinek aż tydzień to bawię się świetnie dzięki tej produkcji.

Bardzo prosta z pozoru historia została opowiedziana po mistrzowsku, dzięki czemu nie możemy oderwać się od telewizora. W kalifornijskim miasteczku 3 dobrze sytuowane matki wiodą idealne z pozoru życie – mają piękne domy, szczęśliwe rodziny, nie muszą się martwić o przyszłość. Ich życie wydaje się spokojne i poukładane. Jednak to tylko pozory, a pod fasadą pełni szczęścia kryją się zupełnie przyziemne problemy takie jak międzypokoleniowe konflikty, małżeńskie zdrady a nawet przemoc domowa. Oprócz podglądania codziennego życia „idealnych” żon i matek z Kalifornii jesteśmy też świadkami morderstwa, ale zagadka kryminalna jest tutaj tylko tłem dla psychologicznych rozgrywek.

Zrealizowany na najwyższym poziomie serial HBO. Jeśli dodam, że możecie w nim zobaczyć takie sławy jak Nicole Kidman i Reese Witherspoon to chyba żadna serialowa maniaczka nie oprze się takiej uczcie!

Girls / Dziewczyny – wielki powrót jednego z flagowych seriali stacji HBO. Dziewczyny powracają w wielkim stylu z szóstym, zdaje się finałowym sezonie, którym pożegnają się z widzami. Kto nie zna Dziewczyn, nie wie o czym jest ten serial zapraszam TUTAJ, gdzie znajdziecie moją recenzję serialu. Tymczasem powiem wam tylko, że Girls will be girls, czyli serial nadal trzyma poziom, a dziewczyny nic się nie zmieniły. Hannah nadal jest przekonaną o swojej nieomylności egoistką, Marnie nie dostrzega niczego co dzieje się pod jej nosem, Jessa chce się po prostu dobrze bawić, a Shoshanna wdrapać trochę wyżej po drabinie społecznej. Humor nadal jest cięty, a scenariusz bardzo odważny. Ach, jak ja będę tęsknić za Dziewczynami!!  

The Night Of / Długa noc – teraz już zrobi się tutaj bardzo w stylu HBO, ale co tam kolejna serialowa propozycja tej stacji :) Zanim zabrałam się za ten serial słyszałam o nim mnóstwo dobrego. Naprawdę same zachwyty, był nawet porównywany dla mojego ulubionego serialu True Detective (recenzja TUTAJ). Długa Noc jest określana jako serial kryminalny, z czym ja do końca nie mogę się zgodzić. Typowym kryminałem jak wspomniany True Detective czy Most nad Sundem na pewno nie jest, bo serial nie skupia się na śledztwie, rozwikłaniu zagadki. Zamiast tego częściej obserwujemy psychologiczne rozterki głównego bohatera lub osób z jego otoczenia.

Głównym bohaterem jest Amerykanin pakistańskiego pochodzenia Nazir Khan, wzorowy student, idealny syn i przyjaciel. Pewnego wieczoru wymyka się z domu podkradając taksówkę ojca, aby dostać się na imprezę. Jednak wieczór nie toczy się zgodnie z jego planem. Do taksówki wsiada atrakcyjna dziewczyna, z którą Nazir spędza resztę wieczoru. W końcu obydwoje lądują w jej mieszkaniu, są narkotyki, alkohol i seks. Chłopak budzi się po kilku godzinach i odkrywa, że dziewczyna została zadźgana nożem. W jaki sposób będzie walczył o swoją niewinność ? Kto stanie po jego stronie ? O tym między innymi opowiada serial Długa noc.

Greenleaf – jedna z najnowszych serialowych propozycji Netfliksa, mocno niedoceniana. Nie wiem co jest powodem tak niskiej oceny na Filmwebie, ale ja szczerze wam polecam tam serial. Historię rodziny Greeleaf zaczynamy śledzić od momentu powrotu najstarszej córki Grace do rodzinnej posiadłości. Rodzina Greenleaf jest prawdziwą potęgą w Memphis. Ojciec Grace, Pastor James Greeleaf stoi na czele kościoła, z którego stworzył gigantyczny biznes i miejsce zatrudnienia dla całej rodziny. Rodzina Greenleaf opływa w luksusach – w skład ich posiadłości wchodzą luksusowe domy i rozległe parki, podróżują własnym odrzutowcem, a do stołu podaje służba. Jednak życie rodzinne skrywa wiele tajemnic, a Grace wraca po niemal 20 latach nieobecności by stawić im czoła i pociągnąć do odpowiedzialność tych, którzy przyczynili się do samobójczej śmierci jej siostry Faith.

Riverdale – gdy byłam nastolatką ogromną popularnością cieszyły się filmy i seriale o perypetiach uczniów amerykańskich liceów. Pamiętam chociażby takie tytuły jak Asy z klasy lub Clueless, nie mówiąc nawet o totalnym hicie jakim było Berverly Hills 90210 ;) Mam wrażenie, że w kolejnych latach popularność seriali o takiej tematyce nieco przygasła, aż tu nagle przeglądając nowości Netflixa trafiam na serial o tytule Riverdale i przenoszę się w czasie do lat 90'. Choć fabuła serialu rozgrywa się współcześnie to wyczuwam silne nawiązania do przytoczonych powyżej tytułów.

Tytułowe Riverdale to spokojna amerykańska mieścina, ale morderstwo jednego z najpopularniejszych uczniów lokalnego liceum zaburza spokój całej społeczności. W tle kryminalnego dochodzenia i próby rozwikłania zagadki śmierci Jassona Blossmona rozgrywają się typowe dla licealnego życia romanse, wojny o wpływu i popularność oraz poszukiwanie swojej drogi u progu dorosłości. Polecam nie tylko nastolatkom!! Świetnie zrealizowany serial.

| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Instagram