wtorek, 24 stycznia 2017

Kilka miesięcy temu zakupiłam prostownicę Philips z serii Moisture Protect. Zakup ten uważam za jeden z najlepszych minionego roku i przejście z prostownicy Babyliss na Philips Moisture Protect mogłabym porównać do przesiadki z malucha do Porsche. Jeżeli jesteście ciekawi mojej recenzji prostownicy zapraszam TUTAJ. Tymczasem przejdźmy do meritum dzisiejszego wpisu, jakim jest suszarka ze wspomnianej już serii Moisture Protect.

Odkąd zaczęłam używać prostownicy Philips wiedziałam, że prędzej czy później zakupię także suszarkę z tej samej serii. Podobnie jak w przypadku prostownicy, jedynym minusem suszarki jest jej cena. Niecałe 400zł to spora kwota zwłaszcza w porównaniu z innymi suszarkami dostępnymi w popularnych sieciach handlujących elektroniką. Moja poprzednia suszarka Rowenty nadal jest sprawna, posiada kilka regulacji temperatury i mocy nawiewu oraz dyfuzor. Dlatego długo wahałam się czy powinnam zakupić nową suszarkę. Tym co przekonało mnie do zmiany był fakt, że po każdym suszeniu włosów były one dramatycznie wysuszone, puszyły się i wyglądały fatalnie, mimo iż suszyłam je letnim powietrzem, zgodnie z kierunkiem łuski włosa. Wszystkie moje nadzieje pokładałam w nowej suszarce z technologią Moisture Protect.

 W recenzji prostownicy wyjaśniałam na czym polega wspomniana technologia, więc nie chcę się powtarzać. Jednym słowem dzięki technologii Moisture Protect urządzenie bada temperaturę włosa i chłodzi nawiew, gdy włos się przegrzewa. W recenzowanej suszarce funkcję tą możecie wyłączyć lub włączyć. Ja oczywiście mam ją cały czas włączoną, bo był to jeden z powodów dla których zdecydowałam się na zakup tej suszarki.

Suszarka posiada oczywiście możliwość regulacji siły nawiewu i temperatury, jonizację, dyfuzor, koncentrator i bardzo długi kabel.

 Mówiąc o tym urządzeniu nie sposób pominąć jego designu. Połączenie bieli z różowym złotem robi wrażenie. Suszarka jest wykonana bardzo solidnie, choć jest ciężka i według mnie średnio poręczna. Trzymając ją w dłoni często mimowolnie zmieniam ustawienia, moje palce ciągle dotykają przycisków, nie da się jej inaczej ułożyć w dłoni.

 Chcąc przetestować wszystkie funkcje suszarki układałam włosy na szczotce korzystając z koncentratora, dyfuzorem i bez nałożonego koncentratora. Suszarka w 100% spełnia moje oczekiwania. Włosy nawet po niedbałym suszeniu bez użycia szczotki są wygładzone, lśniące, zdrowe i same się układają. Na szczęście suche, popalone i matowe włosy po użyciu innej suszarki są już tylko wspomnieniem. Bardzo przypadł mi do gustu dyfuzor, bo posiada ostro zakończone elementy, dzięki czemu sprawnie chwyta poszczególne pasma włosów.

Susząc włosy przy włączonej funkcji Moisture Protect faktycznie czuję, że co jakiś czas temperatura powietrza zmniejsza się, momentami jest to wręcz chłodny nawiew. Ale na tym pewnie polega cały trik z ochroną włosów przed przegrzaniem i cieszę się, że suszarka nad tym czuwa :)

 Jestem przeszczęśliwa, że zakupiłam tą suszarkę. Jej cena nie jest niska, ale wierzcie mi że jest warta każdej wydanej złotówki. Za nic nie wróciłabym do suszarek, których używałam wcześniej.

niedziela, 22 stycznia 2017

Dziś zapraszam was na recenzję dwóch kosmetyków pielęgnacyjnych polskiej marki Dr Irena Eris. Produkty, o których wam opowiem są częścią przeciwzmarszczkowej linii o nazwie Clinic Way. W jej skład wchodzą m.in. kremy na dzień, kremy na noc, maseczki oraz dermokapsułki rewitalizujące. Kosmetyki podzielone są na grupy dedykowane różnym przedziałom wiekowym.

 Ja w tym roku skończę 30 lat i już przemycam do swojej codziennej pielęgnacji kosmetyki przeciwzmarszczkowe, bo oczywiście lepiej zapobiegać niż leczyć ;) Z ogromną przyjemnością przystąpiłam do testowania dwóch wybranych przeze mnie kosmetyków Dr Ireny Eris. Darzę tę markę ogromnym zaufaniem, ale co za tym idzie wysoko stawiam poprzeczkę.

  Zdecydowałam się na Hialuronowe Wygładzenie Dermokrem Przeciwzmarszczkowy 1 na noc, ponieważ dobry krem na noc jest na wagę złota. Drugim kosmetykiem, który wybrałam jest Hialuronowe Wygładzenie Dermomaska Przeciwzmarszczkowa 1 + 2. Obydwa preparaty testuję od kilku tygodni i nie jestem zawiedziona. Krem, stosowany każdego wieczora, ma rewelacyjny wspływ na moją cerę. Odkąd go używam skóra jest wygładzona, wygląda na zdrowszą i bardziej promienną. Jego konsystencją jest treściwa, ale nie obciążająca lub tłusta. Krem natychmiast daje uczucie odprężenia skóry i szybko się wchłania. 

Maseczki do twarzy to dla mnie ważny temat, jestem wręcz od nich uzależniona i traktuję nakładanie ich jako mój niezwykle przyjemny, odprężający rytuał. Zwykle stosuję je dwa razy w tygodniu po dokładnym peelingu skóry twarzy. Maseczka Dr Ireny Eris z serii Clinic Way ma lekka konsystencję, trochę jak krem na dzień. Na nałożeniu jej skóra szybko „spija”  znaczną część, a po upływie 15 minut pozostałość maseczki delikatnie usuwam wacikiem. Skóra po zastosowaniu maseczki jest bardzo miękka, odzyskuje zdrowy, jednolity koloryt. Mam wrażenie, że poprawia się także owal twarzy.

 Po raz kolejny przekonałam się, że na kosmetykach Dr Ireny Eris można polegać. Jako posiadaczka bardzo wrażliwej cery muszę zachować ostrożność podczas testowania kosmetycznych nowości, ale produkty Dr Ireny Eris nigdy mnie nie zawiodły. 

niedziela, 08 stycznia 2017

Witajcie w kolejnej odsłonie cyklu Obejrzane, gdzie polecam wam filmy i seriale, które obejrzałam w minionym miesiącu. Jeśli macie ochotę przeczytać wpisy poświęcone wcześniejszym miesiącom zapraszam TUTAJ. W grudniu obejrzałam ogromną ilość filmów i seriali, z naciskiem na to drugie. Poniżej tytuły, które przyciągnęły moją uwagę w ostatnim miesiącu 2016 roku.

Rita – nigdy nie przypuszczałam, że zakocham się w duńskim serialu, ale tak się stało a Ritę uważam, że najlepszy serial ostatnich miesięcy. Ponoć Amerykanie oszaleli na punkcie tej duńskiej produkcji i domagają się 4. sezonu :)

Tytułowa bohaterka Rita jest 40letnią nauczycielką, matką trojga dorosłych dzieci. Jest zaprzeczeniem idealnej pani domu, matki i partnerki. Pali jak smok, nie stroni od alkoholu i jest nad wyraz bezpośrednia. W całej tej niedoskonałości nie brakuje jej uroku, a mężczyźni marzą, aby stać się częścią jej niepoukładanego świata.

Serial skupia się głównie na losach Rity, ale scenarzyści nie zapominają również o osobistych perypetiach jej dzieci oraz uczniów szkoły, w której pracuje główna bohaterka. Serial jest też dobrym sposobem, aby podejrzeć codzienne życie i obyczaje Duńczyków.

Na Netflixie możecie obejrzeć 3 sezony tego serialu, kontynuacja nie została jak dotąd potwierdzona ani zdementowana, także dalsze losy serialu są nieznane.

Top Boy – kolejny nieamerykański, tym razem brytyjski, serial. Fabuła skupia się na losach kilku londyńskich dilerów narkotykowych. Obserwujemy losy drobnych sprzedawców, dilerów usytuowanyh najniżej w narkotykowej hierarchii, po narkotykowych bossów, którzy obracają milionami funtów. Serial nie zachwyca, ale jest na przyzwoitym poziomie. Jak na serial o takiej tematyce jest dla mnie trochę zbyt czysty i przyjemny. Brakuje mi bohaterów z krwi i kości, którzy mówią w typowym dla swojej dzielnicy slangu i nie boją się ubrudzić rąk.

The River – na pewno każdy z was kojarzy co najmniej kilka filmów lub seriali, które są tzn. filami jednego aktora. Myślę, że serial ten bez wahania można zaliczyć do takiej kategorii. Ulubiony aktor Larsa Von Triera, Stellan Skarsgard wciela się w postać Szweda pracującego dla brytyjskiej policji. John River, bo tak nazywa się główny bohatera serialu, stara się rozwikłać zagadkę morderstwa swojej przyjaciółki i partnerki w pracy. Tym co odróżnia The River od typowego kryminału jest pewna przypadłość głównego bohatera, bowiem widzi on zmarłych. Osoby, które odeszły już z tego świata potrafią komunikować się z Johnem, czasami pomagają a czasami przeszkadzają w rozwikłaniu kryminalnej zagadki.

Nigdy nie przepadałam za tematyką duchów i zjawisk paranormalnych w filmach, ale tutaj mamy to podane w zupełnie inny sposób. John chodzi na wizyty u psychiatry, uczy się jak ignorować „głosy”. Postać Johna została stworzona i zagrana brawurowo, główny aktor kradnie całą uwagę widza i sprawia, że serial jest godny polecenia.

Bron / Broen / Most nad Sundem – szwedzko-duński serial kryminalny, o którym słyszałam wiele dobrego i zabrałam się za oglądanie gdy tylko pojawił się na Netflixie. Istnieje również amerykańska wersja tego serialu zatytułowana The Bridge – Na granicy, ale ta recenzja dotyczy skandynawskiej wersji serialu.

Jeżeli lubicie skandynawskie kryminały, które mają specyficzny klimat, na pewno pokochacie Most nad Sundem.

Na moście łączącym Szwecję z Danią policja znajduje ciało zamordowanej kobiety, jak się później okazuje jest ono przepołowione – jedna część należy do Dunki, a druga do Szwedki. W dochodzenie zostają zaangażowani policjanci z Danii i Szwecji. Muszą pracować ramię w ramię, aby rozwikłać zagadkę tego jak i kolejnych morderstw, popełnionych przez tego samego człowieka.

Serial jest wyjątkowo ciekawy i świetnie zrealizowany, gorąco polecam!

 

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Dzisiejszy wpis będzie krótkim poradnikiem, który przeprowadzi was przez niełatwy proces zakupu biżuterii oraz jej dalszego przechowywania, tak aby zachowała swój blask na długie lata.

Marilyn Monroe śpiewała, że najlepszymi przyjaciółmi kobiety są diamenty. Chyba nic się nie zmieniło w tej kwestii. Płeć piękna kocha diamenty, złoto, srebro, perły … wszystko co się błyszczy. Biżuteria jest wspaniałym prezentem, którym możemy obdarować bliską nam kobietę lub sprawić małą przyjemność samej sobie :)

Kilka lat temu postanowiłam, że będę kupować wyłącznie biżuterię wykonaną ze srebra i złota, zrezygnowałam wówczas z biżuterii którą można kupić w sieciówkach. Wcześniej biżuterię z popularnych sklepów sieciowych kupowałam w ogromnych ilościach, nawet po kilka/kilkanaście sztuk w miesiącu, jednak biżuteria ta bardzo szybko traciła swój blask – zmieniała kolor, stawała się matowa i nic nie można było z tym zrobić, jedynie wyrzucić na śmieci. Natomiast prawdziwa biżuteria wykonana z metali szlachetnych będzie cieszyć oko przez długie lata. Taka biżuteria często przechodzi z pokolenia na pokolenie, zyskując przy tym wartość sentymentalną. Zarówno złoto jak i srebro, przy odpowiedniej pielęgnacji i regularnym czyszczeniu będzie wyglądało efektownie po kilkudziesięciu latach od daty zakupu. Jeżeli chcecie wiedzieć więcej o tym jak czyszczę swoją biżuterię zapraszam TUTAJ. Dziś skupię się na tym jak kupować złoto i srebro, żeby nie dać się nabić w butelkę.

W Polsce właściwie w każdym mieście można znaleźć sporo sklepów jubilerskich, w których ofercie znajduje się biżuteria złota i srebrna. Oprócz małych, prywatnych sklepów jubilerskich jest też kilka wiodących prym dużych jubilerskich sieciówek. Należą do nich: Yes, Apart, W.Kruk czy też zagraniczne Pandora i Swarovski. W swojej kolekcji posiadam biżuterię z każdej z tych sieciówek oraz z małych prywatnych pracowni.

W przypadku zakupu biżuterii z metali szlachetnych najważniejszą kwestią jest próba, czyli zawartość srebra w srebrze lub złota w złocie. Brzmi to śmiesznie, ale pamiętajcie że kupując biżuterię srebrną lub złotą zawsze mamy do czynienia ze stopem różnych metali, samo złoto i srebro są zbyt miękkie aby mogły tworzyć trwałą biżuterię. Dlatego właśnie mówimy o próbie lub karatach złota. W przypadku biżuterii srebrnej sprawa jest dużo prostsza, bo prawie zawsze mamy do czynienia z próba 925, co oznacza że 92,5% wyboru to srebro, czyli naprawdę dużo. Sprawy komplikują się, gdy zamierzamy kupić biżuterię złotą. W Polsce najpopularniejsze są dwie próby 585, która zawiera 58,5% czystego złota oraz próba 333, zawierająca 33,3% złota. Próba 585 określana jest złotem14-karatowym, a 333 złotem 8-karatowym. W Polsce mówimy raczej o próbach złota, za granicą natomiast do użytku weszło określanie złota w karatach. Jak sami widzicie złoto złotu nierówne z powodu próby złota mogą wynikać duże różnice w cenach złotej biżuterii. Naszyjnik wykonany z próby 585 może kosztować nawet dwa razy więcej niż jego odpowiednik z próby 333. Jednak musicie pamiętać, że biżuteria wykonana z tej słabszej próby tylko w 33,3% składa się ze złota.

Opinie dotyczące prób złota są podzielone. Faktem jest, że im wyższa (czyli lepsza) próba złota tym wyrób biżuteryjny jest bardziej miękki, i co za tym idzie, podatny na zarysowania. Posiadam biżuterię zarówno z próby 585 jak i 333. Nie zauważyłam, aby ta wykonana z wyższej próby była bardziej podatna na uszkodzenia, za to próba 333 nieco ciemnieje po dłuższym czasie nieużywania. Próba 585 utrzymuje swój blask przez cały czas bez względu na to czy jest noszona czy nie. To doświadczenie zniechęciło mnie do 8-karatowego złota.

Wiem, że wiele z was zastanawia się czy dana biżuteria jest wykonana ze złota lub srebra czy z niewiele wartego metalu, który straci kolor po kilku tygodniach. Chcenie sprawdzić autentyczność biżuterii po babci lub zakupionej u przypadkowego jubilera. Oczywiście są na to sposoby. Po pierwsze, możecie zanieść biżuterię do sprawdzonego salonu jubilerskiego i poprosić i weryfikację jej autentyczności, ale jeśli chcecie to zrobić same, w domowym zaciszu to nic łatwiejszego. Każda biżuteria złota lub srebrna posiada odpowiedni grawer. W przypadku złota będzie to głowa rycerza, srebra głowa kobiety w chuście. Oczywiście są to bardzo małe oznaczenia, które trudno będzie zobaczyć dokładnie gołym okiem, pomocna może się okazać lupa. Renomowane sieci jubilerskie takie jak Yes do wielu zakupów dołączają specjalne certyfikaty potwierdzające autentyczność zakupionej biżuterii. Wiem, że otrzymuje się taki certyfikat podczas zakupu diamentów, biżuterii z elementami Swarovski, pereł oraz innych kamieni szlachetnych takich jak topaz czy hematyt. Wątpię, aby małe salony jubilerskie wydawały takie certyfikaty, dlatego ja częściej kupuję swoją biżuterię w sklepach należących do dużych sieci jubilerskich.

Kolejną rzeczą, jaka powinna was zainteresować podczas wyboru biżuterii jest zakres opieki w przyszłości. Mam tu na myśli profesjonalne czyszczenie, naprawę lub ewentualne zmiany np. rozmiaru bransoletki/naszyjnika. Wiem, że sporo sieci jubilerskich oferuje bezpłatne profesjonalne odświeżanie biżuterii dla posiadaczy karty stałego klienta. Dodatkowo dobrze, jeśli sklep jest otwarty na bezpłatne usługi personalizowania biżuterii – czasami zmiana rozmiaru czy lekka modyfikacja projektu są konieczne.

Perły to kolejny uwielbiany od lat element kobiecej biżuterii. W sklepach sieciowych czy pasmanteriach możecie natknąć się na syntetyczną imitację pereł, ale pamiętajcie że prawdziwe perły to wytwór natury. Powstają one z małży, choć wszystkie jakie możemy znaleźć w salonach jubilerskich powstały przy ingerencji człowieka. Perły naturalne, które powstały bez takiej ingerencji są rzadkością i zazwyczaj sprzedawane są na aukcjach. Perły hodowlane, bo tak nazywamy prawdziwe perły stworzone przy pomocy człowieka, dzielą się na słodkowodne i słonowodne. Te pierwsze są bardziej przystępne cenowo, ceny bransoletek czy naszyjników wykonanych z pereł słodkowodnych zaczynają się już od 150-200zł (jeżeli zawierają elementy srebrne, a nie złote). Natomiast perły słonowodne, cieszące się większym uznaniem potrafią kosztować nawet kilkukrotnie więcej. Do najpopularniejszych pereł słonowodnych należą perły Akoya oraz Thaiti. Pamiętajcie, że perły jako wytwór natury wymagają szczególnej opieki, nie lubią suchego powietrza, a działanie detergentów może być dla nich zabójcze. Nie są to najtrwalsze kamienie, ale na pewno piękne.

Jeżeli jesteśmy już przy temacie pielęgnacji biżuterii to warto zastanowić się jak prawidłowo przechowywać biżuterię. Czasami kolekcje biżuterii warte są ogromne pieniądze, nie mówiąc już o wartości sentymentalnej, ale zbiory gniotą się w pseudokastekach albo co gorsza pudełkach, które otrzymaliśmy przy zakupie. Kilka miesięcy temu otrzymałam na urodziny szkatułkę na biżuterię z prawdziwego zdarzenia, możecie ją zobaczyć na zdjęciach. Jest to ogromna i ciężka szkatułka, z trzema szufladami i jedną otwieraną od góry półką z podwójnym dnem. Całość jest wyłożona mięciutkim aksamitem, a każda z szuflad posiada innego rodzaju przegródki. Dopiero gdy rozłożyłam w niej całą swoją biżuterię zrozumiałam jak fantastycznym gadżetem jest taka szkatułka. Po pierwsze, całą nasza biżuteria jest zgromadzona w jednym miejscu przez co wszystko mamy na widoku. Po drugie, szkatułka pozwala utrzymać porządek i dobrą organizację, wszystko możemy ułożyć według własnych upodobań. Po trzecie, biżuteria jest bezpieczna w szufladkach wyłożonych aksamitem, w szkatułce która jest ciężka i stabilna. Biżuteria nie przesuwa się, nie obija o siebie, zmniejszamy ryzyko zarysować i odkształceń.

Reasumując, gdy kupujecie biżuterię zwracajcie uwagę na próby złota i srebra, ich oznaczenia. Żądajcie certyfikatów autentyczności w przypadków kamieni szlachetnych i dopytajcie o zakres opieki nad waszą biżuterią. Znajdźcie też odpowiedni dom dla waszych błyskotek, żeby nie piętrzyły się jedna na drugiej w ciasnych pudełkach, które nie są przystosowane do przechowywania biżuterii.

18:59, makeuphunter , Biżutera
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 grudnia 2016

Dziś zapraszam na recenzję wyjątkowej, bo świątecznej edycji mojego ulubionego urodowego boxa ShinyBox.

Jak przystało na świąteczną edycję jest naprawdę wyjątkowa - wypchana kosmetykami po same brzegi. W tym miesiącu pudełko zostało powiększone, tak żeby mogło pomieścić wszystkie dobroci jakimi obdarował nas w grudniu Shiny Box.

Szata graficzna pudełka jest utrzymana w typowo świątecznym klimacie. Królują kolory przywodzące na myśli Boże Narodzenie, czyli zieleń i czerwień.

Jeśli jesteście ciekawe co znajduje się w środku to nie trzymam was dłużej w niepewności.

Zaczynamy!

Constance Carroll, Vinyl Nail Polish, produkt pełnowymiarowy, 6,30zł/10ml

Lubię gdy w ShinyBoxie pojawia się kolorówka. W grudniowej edycji boxa znalazł się błyszczący, mieniący na różne odcienie lakier do paznokci. Kolor jest fenomenalny, coś pomiędzy złotem a różem.

Farmona, Ekstremalny krem dla sportowców SPF 50, produkt pełnowymiarowy, 11,50zł/50ml

Całkiem ciekawy produkt, idealny na obecną pogodę. Co prawda ekstremalnych warunków pogodowych jeszcze w Polsce nie mamy, ale taki krem, który chroni skórę przed mrozem i wiatrem na pewno się przyda.

BioOleo,Olej ze słodkich migdałów, produkt pełnowymiarowy, 60zł/30ml

Uwielbiam olejki a olejowanie włosów jest moim wybawieniem. Co prawda moim ulubieńcem jest olej arganowy, ale chętnie sprawdzę czy olej ze słodkich migdałów polubi się z moimi włosami.

Perfect Beauty by Ados, Mascara Zoom Lash Extreme Black, produkt pełnowymiarowy, 6,30zł/12g

Nigdy nie słyszałam o tej firmie. Chętnie przetestuję mascarę, kto wie może spełnią się obietnice producenta o teatralnym efekcie i głębokiej czerni.

Prosalon Professional, Keratyna w płynie, produkt pełnowymiarowy, 12zł/275g

Obecnie używam dwufazowej odżywki z keratyną tej firmy i jestem bardzo zadowolona. Podczas najbliższej wizyty w Hebe zamierzałam nawet kupić keratynę, a tu taka niespodzianka. Nie mogę się doczekać aż zacznę ją testować. Kosmetyki z keratyną rewelacyjnie wygładzają włosy.

Mieszadełko, Zestaw składników do wykonania kosmetyków DIY, 30zł/zestaw

Szczerze mówiąc jest to pierwszy taki zestaw w moim życiu. Zwykle unikam kosmetyków, których poszczególne składniki trzeba mieszać samodzielnie, ale tym razem skoro już zestaw trafił w moje ręce na pewno pokuszę się o próbę. Może okaże się to dobrą zabawą.

Oleofarm, Len mielony, produkt pełnowymiarowy, upominek, 8,50zł/200g

Coraz częściej w ShinyBox pojawiają sie produktu okołospożycze co bardzo mnie cieszy.

Bispol, Świece zapachowe, produkt pełnowymiarowy, upominek, 4zł/opakowanie

Ja trafiłam na świece o zapachu grzanego wina i wierzcie mi, że cały box przepięknie pachnie tymi świecami. Uwielbiam takie kompozycje zapachowe i już nie mogę się doczekać aż rozpalę je w moich lampionach!

Provag, żel i emulsja do higieny intymnej, produkty pełnowymiarowe, upominek

Jasna sprawa, że produkty intymnej zawsze się przydadzą!

Jak widzicie grudniowa edycja pudełka jest naprawdę super!

13:52, makeuphunter , ShinyBox
Link Dodaj komentarz »
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Instagram