piątek, 03 lutego 2017

W tym miesiącu publikuję serię Obejrzane trochę wcześniej niż zazwyczaj, a to dlatego że nie mogę się doczekać aż podzielę się z wami wszystkimi serialami oraz filmami, które zachwyciły mnie w pierwszym miesiącu 2017 roku. Zaczynamy!

Pustina / Wasteland / Pustkowie – serialowa czeska propozycja HBO. Gdyby nie pochlebne recenzje pewnie nie zwróciłabym uwagi produkcje naszych sąsiadów, ale zachwyty na forach internetowych i portalach poświęconych serialom przekonały mnie, że warto dać szansę Pustkowiu. Kryminał, który często jest porównywany do polskiego Belfra w pełni zasłużył na wysokie oceny.

W małym czeskim miasteczku, położonym blisko polskiej granicy znika 14latka, córka starosty. Wszyscy mieszkańcy angażują się w poszukiwania i jednocześnie każdy staje się podejrzanym. Wszystko w tym serialu jest szare, brudne i brzydkie. Naturalizm w pełnym tego słowa znaczeniu. Świetnie poprowadzona fabuła, gra aktorska na wysokim poziomie i ciężki, przytłaczający klimat, który w kryminale może wyjść tylko na dobre. Polecam!!

Taboo / Tabu – Londyn XIX wieku i Tom Hardy wcielający się w postać typa spod ciemnej gwiazdy, którego powrót z Afryki wzbudza niemałe kontrowersje, ponieważ został uznany za zmarłego. W serialu nie brakuje tajemnicy, mistycyzmu, odrobiny politycznych rozgrywek i zakazanej miłości. Choć akcja toczy się powolnie to jest w tym serialu coś co sprawia, że jest on najgorętszym tematem rozmów serialowych maniaków. Dla jednych totalne must watch, dla innych zawiedzione nadzieje, zobaczcie sami żeby wyrobić sobie opinię na temat najbardziej dyskutowanego serialu ostatnich miesięcy.

Making a Murderer – często mówi się, że najciekawsze historie pisze życie i choć jest to nieco wyświechtane powiedzenie to bardzo trafnie odnosi się do tego tytułu. W Making a Murderer mamy do czynienia z serialem dokumentalnym, jest to jakieś 10 godzin autentycznych nagrań z przesłuchań, procesów sądowych i zarejestrowanych rozmów telefonicznych.

Wyobraźcie sobie człowieka, który spędził 18 lat w więzieniu za przestępstwo, którego nie popełnił. Gdy wychodzi na wolność domaga się 36 milionów dolarów odszkodowania. Mijają dwa lata odkąd opuścił mury wiezienia po czym … zostaje oskarżony o morderstwo. Nieprawdopodobne ? A jednak wydarzyło się naprawdę, całość rozegrała się w USA w stanie Wisconsin, natomiast człowiek o którym mowa nazywa się Steven Avery. Słyszał o nim niemalże każdy Amerykanin, jego sprawą żyły całe Stany Zjednoczone. Część wierzy w jego winę, inni uważają że ponownie został oskarżony o przestępstwo którego nie popełnił. O jego winie świadczy tyle same dowodów co o niewinności. Na każdy argument obrony prokurator ma przygotowaną kontrę i na odwrót.

Na sprawie Stevena Avery łamią sobie głowy adepci prawa i doświadczeni adwokaci. W tym procesie świadkowie co chwilę zmieniają zeznania i na jaw wychodzą szokujące dowody.

Ten serial dokumentalny, na realizację którego poświecono aż 10 lat to nie lada gratka dla wielbicieli seriali sądowych i kryminalnych. Rewelacyjnie zrealizowany, po obejrzeniu go mamy ochotę googlować i dowiedzieć się jak najwięcej o sprawie Stevena Avery. Nie sposób zapomnieć o tym co zobaczyliśmy.

La La Land – jedyna propozycja filmowa w tym zestawieniu. Jako wielbicielka musicali wybrałam się do kina na La La Land. Odkąd pamiętam uwielbiałam filmy, w których muzyka, śpiew i taniec wypełniały znaczną część produkcji. Oglądałam chyba wszystkie musicale zrealizowane w ostatnich latach, mam też sentyment do tych starszych jak Grease czy Footloose.

La La Land mocno nawiązuje do tych starszych, klasycznych musicali. Klasa sama w sobie. Historia jest bardzo prosta, żeby nie powiedzieć banalna – kelnerka z aktorskimi ambicjami i jazzman zafascynowany tradycyjną muzyką jazzową zakochują się w sobie. Jednak rozmach z jakim zrealizowano film zapiera dech w piersiach. Mimo klasycznej formy fabuła nie jest pozbawiona nowoczesnego twistu. Dwie godziny spędzone w kinie minęły nie wiadomo kiedy, a ja czułam niedosyt, chciałam żeby La La Land nigdy się nie kończyło :)

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Zapraszam na krótki opis zawartości styczniowego ShinyBoxa o nazwie Party Time. Karnawał trwa w najlepsze, więc ShinyBox ze swoją nazwą wpisuje się idealnie. Zawartość faktycznie zawiera kilka elementów, które na pewno znajdą zastosowanie na niejednej imprezie. Jeśli jesteście ciekawi co dokładnie znajduje się w najnowszym boxie to zapraszam do dalszej części wpisu!



Neicha, Luksusowe rzęsy, produkt pełnowymiarowy, 16,90zł/komplet

Od bardzo dawna nie używałam sztucznych rzęs, choć kiedyś sięgałam po nie regularnie. Na pewno wykorzystam je gdy będę miała w planach większe, wieczorne wyjście.

Neicha, Niewidoczny klej do rzęs White, produkt pełnowymiarowy,14,90zł/5g

Gdy mówimy o sztucznych rzęsach to oczywiście nie możemy obejść się bez dobrego kleju. Klej tak naprawdę jest bardzo ważnym elementem całej zabawy ze sztucznymi rzęsami i w dużej mierze on przesądza o trwałości sztucznych rzęs i ostatecznym efekcie.

Faberlic, Cień do powiek w kredce, produkt pełnowymiarowy, 22,50zł/szt.

Ostatnio bardzo się przekonałam do cieni w kredce, choć kiedyś raczej unikałam cieni w takiej formie. Ja otrzymałam cień w kolorze czerni/ciemnego grafitu. Sprawdzi się idealnie przy smokey eyes. Cieszę się, że otrzymałam tak uniwersalny kolor.

Schwarzkopf, Gliss Kur fiber Therapy Regeneracja w olejku, nowość, produkt pełnowymiarowy, 18,99zł, 100ml

Jest to nowość na rynku – połączenie upiększającego olejku z regenerującą formuła. Produkt przeznaczony do włosów przeciążonych przez zabiegi koloryzujące i stylizacyjne, czyli coś dla mnie. Jestem bardzo ciekawa efektów, zdecydowanie jest to nowość Schwarzkopf godna zainteresowania.

L'Orient, Krem pod oczy, produkt pełnowymiarowy, 64zł/15ml

Obecność tego produktu w boxie bardzo mnie cieszy. Dobry krem pod oczy zawsze znajdzie zastosowanie w mojej toaletce. Producent obiecuje poprawę elastyczności, redukcję zmarszczek oraz cieni pod oczami. Krem pod oczy to podstawa porannej i wieczornej pielęgnacji!

Bell, Modelujący żel do brwi, produkt pełnowymiarowy, 9,99zł/9g

Miałam już okazję testować ten żel do brwi i uważam że jest to bardzo dobry produkt w niewielkiej cenie. Fajnie ujarzmia brwi, nadaje im kolor. Przypadnie do gustu zwłaszcza paniom, które mają gęste i ciemne, ale niezdyscyplinowane brwi.

BlanX Med, Pasta do zębów Anty-Osad, 22,90zł/75ml

Miniaturowe opakowanie pasty przyda się w podróży a nawet w torebce, żeby wyczyścić zęby w ciągu dnia bez konieczności zabierania ze sobą pełnowymiarowej tubki pasty.

Joko Make up, Emulsja rozświetlająca Glow Primer, produkt pełnowymiarowy, 9,90zł/25ml

Zawsze bardzo lubiłam kosmetyki kolorowe firmy Joko i ubolewam na ich trudną dostępnością. W moim mieście nie są dostępne w żadnym ze stacjonarnych sklepów.

Ja otrzymałam bazę w kolorze nr 200, jest to bardzo ciepły odcień jasnego brązu. Nie mam odwagi, aby zmieszać ją z podkładem i nałożyć na całą twarz, ale stosowana pod podkład na kości jarzmowe cudownie podbija działanie rozświetlacza!

Cuccio Naturale, prezent, Butter Coconut&Ginger

Ja otrzymałam cudowanie pachnące kokosami i imbirem masełko do ciała, które można stosować na dłonie, ciało i stopy. Niewielka tubka idealnie spisze się jako kosmetyk do torebki. Zajmuje niewiele miejsca i będę mogła po nią sięgnąć w każdej chwili, gdy moje dłonie będą potrzebowały extra nawilżenia.

Farmona, Zimowy krem do twarzy -20 Protect, produkt pełnowymiarowy, 11,50zł/75ml

Krem, który idealnie sprawdzi się w zimowe dni. Chroni przed odmrożeniem i działaniem promieniowania słonecznego.

 W styczniowym ShinyBoxie znalazło się dużo kosmetyków pełnowymiarowych. Mi najbardziej przypadł do gustu krem pod oczy, olejek do włosów oraz emulsja rozświetlająca.

22:33, makeuphunter , ShinyBox
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 stycznia 2017

Kilka miesięcy temu zakupiłam prostownicę Philips z serii Moisture Protect. Zakup ten uważam za jeden z najlepszych minionego roku i przejście z prostownicy Babyliss na Philips Moisture Protect mogłabym porównać do przesiadki z malucha do Porsche. Jeżeli jesteście ciekawi mojej recenzji prostownicy zapraszam TUTAJ. Tymczasem przejdźmy do meritum dzisiejszego wpisu, jakim jest suszarka ze wspomnianej już serii Moisture Protect.

Odkąd zaczęłam używać prostownicy Philips wiedziałam, że prędzej czy później zakupię także suszarkę z tej samej serii. Podobnie jak w przypadku prostownicy, jedynym minusem suszarki jest jej cena. Niecałe 400zł to spora kwota zwłaszcza w porównaniu z innymi suszarkami dostępnymi w popularnych sieciach handlujących elektroniką. Moja poprzednia suszarka Rowenty nadal jest sprawna, posiada kilka regulacji temperatury i mocy nawiewu oraz dyfuzor. Dlatego długo wahałam się czy powinnam zakupić nową suszarkę. Tym co przekonało mnie do zmiany był fakt, że po każdym suszeniu włosów były one dramatycznie wysuszone, puszyły się i wyglądały fatalnie, mimo iż suszyłam je letnim powietrzem, zgodnie z kierunkiem łuski włosa. Wszystkie moje nadzieje pokładałam w nowej suszarce z technologią Moisture Protect.

 W recenzji prostownicy wyjaśniałam na czym polega wspomniana technologia, więc nie chcę się powtarzać. Jednym słowem dzięki technologii Moisture Protect urządzenie bada temperaturę włosa i chłodzi nawiew, gdy włos się przegrzewa. W recenzowanej suszarce funkcję tą możecie wyłączyć lub włączyć. Ja oczywiście mam ją cały czas włączoną, bo był to jeden z powodów dla których zdecydowałam się na zakup tej suszarki.

Suszarka posiada oczywiście możliwość regulacji siły nawiewu i temperatury, jonizację, dyfuzor, koncentrator i bardzo długi kabel.

 Mówiąc o tym urządzeniu nie sposób pominąć jego designu. Połączenie bieli z różowym złotem robi wrażenie. Suszarka jest wykonana bardzo solidnie, choć jest ciężka i według mnie średnio poręczna. Trzymając ją w dłoni często mimowolnie zmieniam ustawienia, moje palce ciągle dotykają przycisków, nie da się jej inaczej ułożyć w dłoni.

 Chcąc przetestować wszystkie funkcje suszarki układałam włosy na szczotce korzystając z koncentratora, dyfuzorem i bez nałożonego koncentratora. Suszarka w 100% spełnia moje oczekiwania. Włosy nawet po niedbałym suszeniu bez użycia szczotki są wygładzone, lśniące, zdrowe i same się układają. Na szczęście suche, popalone i matowe włosy po użyciu innej suszarki są już tylko wspomnieniem. Bardzo przypadł mi do gustu dyfuzor, bo posiada ostro zakończone elementy, dzięki czemu sprawnie chwyta poszczególne pasma włosów.

Susząc włosy przy włączonej funkcji Moisture Protect faktycznie czuję, że co jakiś czas temperatura powietrza zmniejsza się, momentami jest to wręcz chłodny nawiew. Ale na tym pewnie polega cały trik z ochroną włosów przed przegrzaniem i cieszę się, że suszarka nad tym czuwa :)

 Jestem przeszczęśliwa, że zakupiłam tą suszarkę. Jej cena nie jest niska, ale wierzcie mi że jest warta każdej wydanej złotówki. Za nic nie wróciłabym do suszarek, których używałam wcześniej.

niedziela, 22 stycznia 2017

Dziś zapraszam was na recenzję dwóch kosmetyków pielęgnacyjnych polskiej marki Dr Irena Eris. Produkty, o których wam opowiem są częścią przeciwzmarszczkowej linii o nazwie Clinic Way. W jej skład wchodzą m.in. kremy na dzień, kremy na noc, maseczki oraz dermokapsułki rewitalizujące. Kosmetyki podzielone są na grupy dedykowane różnym przedziałom wiekowym.

 Ja w tym roku skończę 30 lat i już przemycam do swojej codziennej pielęgnacji kosmetyki przeciwzmarszczkowe, bo oczywiście lepiej zapobiegać niż leczyć ;) Z ogromną przyjemnością przystąpiłam do testowania dwóch wybranych przeze mnie kosmetyków Dr Ireny Eris. Darzę tę markę ogromnym zaufaniem, ale co za tym idzie wysoko stawiam poprzeczkę.

  Zdecydowałam się na Hialuronowe Wygładzenie Dermokrem Przeciwzmarszczkowy 1 na noc, ponieważ dobry krem na noc jest na wagę złota. Drugim kosmetykiem, który wybrałam jest Hialuronowe Wygładzenie Dermomaska Przeciwzmarszczkowa 1 + 2. Obydwa preparaty testuję od kilku tygodni i nie jestem zawiedziona. Krem, stosowany każdego wieczora, ma rewelacyjny wspływ na moją cerę. Odkąd go używam skóra jest wygładzona, wygląda na zdrowszą i bardziej promienną. Jego konsystencją jest treściwa, ale nie obciążająca lub tłusta. Krem natychmiast daje uczucie odprężenia skóry i szybko się wchłania. 

Maseczki do twarzy to dla mnie ważny temat, jestem wręcz od nich uzależniona i traktuję nakładanie ich jako mój niezwykle przyjemny, odprężający rytuał. Zwykle stosuję je dwa razy w tygodniu po dokładnym peelingu skóry twarzy. Maseczka Dr Ireny Eris z serii Clinic Way ma lekka konsystencję, trochę jak krem na dzień. Na nałożeniu jej skóra szybko „spija”  znaczną część, a po upływie 15 minut pozostałość maseczki delikatnie usuwam wacikiem. Skóra po zastosowaniu maseczki jest bardzo miękka, odzyskuje zdrowy, jednolity koloryt. Mam wrażenie, że poprawia się także owal twarzy.

 Po raz kolejny przekonałam się, że na kosmetykach Dr Ireny Eris można polegać. Jako posiadaczka bardzo wrażliwej cery muszę zachować ostrożność podczas testowania kosmetycznych nowości, ale produkty Dr Ireny Eris nigdy mnie nie zawiodły. 

niedziela, 08 stycznia 2017

Witajcie w kolejnej odsłonie cyklu Obejrzane, gdzie polecam wam filmy i seriale, które obejrzałam w minionym miesiącu. Jeśli macie ochotę przeczytać wpisy poświęcone wcześniejszym miesiącom zapraszam TUTAJ. W grudniu obejrzałam ogromną ilość filmów i seriali, z naciskiem na to drugie. Poniżej tytuły, które przyciągnęły moją uwagę w ostatnim miesiącu 2016 roku.

Rita – nigdy nie przypuszczałam, że zakocham się w duńskim serialu, ale tak się stało a Ritę uważam, że najlepszy serial ostatnich miesięcy. Ponoć Amerykanie oszaleli na punkcie tej duńskiej produkcji i domagają się 4. sezonu :)

Tytułowa bohaterka Rita jest 40letnią nauczycielką, matką trojga dorosłych dzieci. Jest zaprzeczeniem idealnej pani domu, matki i partnerki. Pali jak smok, nie stroni od alkoholu i jest nad wyraz bezpośrednia. W całej tej niedoskonałości nie brakuje jej uroku, a mężczyźni marzą, aby stać się częścią jej niepoukładanego świata.

Serial skupia się głównie na losach Rity, ale scenarzyści nie zapominają również o osobistych perypetiach jej dzieci oraz uczniów szkoły, w której pracuje główna bohaterka. Serial jest też dobrym sposobem, aby podejrzeć codzienne życie i obyczaje Duńczyków.

Na Netflixie możecie obejrzeć 3 sezony tego serialu, kontynuacja nie została jak dotąd potwierdzona ani zdementowana, także dalsze losy serialu są nieznane.

Top Boy – kolejny nieamerykański, tym razem brytyjski, serial. Fabuła skupia się na losach kilku londyńskich dilerów narkotykowych. Obserwujemy losy drobnych sprzedawców, dilerów usytuowanyh najniżej w narkotykowej hierarchii, po narkotykowych bossów, którzy obracają milionami funtów. Serial nie zachwyca, ale jest na przyzwoitym poziomie. Jak na serial o takiej tematyce jest dla mnie trochę zbyt czysty i przyjemny. Brakuje mi bohaterów z krwi i kości, którzy mówią w typowym dla swojej dzielnicy slangu i nie boją się ubrudzić rąk.

The River – na pewno każdy z was kojarzy co najmniej kilka filmów lub seriali, które są tzn. filami jednego aktora. Myślę, że serial ten bez wahania można zaliczyć do takiej kategorii. Ulubiony aktor Larsa Von Triera, Stellan Skarsgard wciela się w postać Szweda pracującego dla brytyjskiej policji. John River, bo tak nazywa się główny bohatera serialu, stara się rozwikłać zagadkę morderstwa swojej przyjaciółki i partnerki w pracy. Tym co odróżnia The River od typowego kryminału jest pewna przypadłość głównego bohatera, bowiem widzi on zmarłych. Osoby, które odeszły już z tego świata potrafią komunikować się z Johnem, czasami pomagają a czasami przeszkadzają w rozwikłaniu kryminalnej zagadki.

Nigdy nie przepadałam za tematyką duchów i zjawisk paranormalnych w filmach, ale tutaj mamy to podane w zupełnie inny sposób. John chodzi na wizyty u psychiatry, uczy się jak ignorować „głosy”. Postać Johna została stworzona i zagrana brawurowo, główny aktor kradnie całą uwagę widza i sprawia, że serial jest godny polecenia.

Bron / Broen / Most nad Sundem – szwedzko-duński serial kryminalny, o którym słyszałam wiele dobrego i zabrałam się za oglądanie gdy tylko pojawił się na Netflixie. Istnieje również amerykańska wersja tego serialu zatytułowana The Bridge – Na granicy, ale ta recenzja dotyczy skandynawskiej wersji serialu.

Jeżeli lubicie skandynawskie kryminały, które mają specyficzny klimat, na pewno pokochacie Most nad Sundem.

Na moście łączącym Szwecję z Danią policja znajduje ciało zamordowanej kobiety, jak się później okazuje jest ono przepołowione – jedna część należy do Dunki, a druga do Szwedki. W dochodzenie zostają zaangażowani policjanci z Danii i Szwecji. Muszą pracować ramię w ramię, aby rozwikłać zagadkę tego jak i kolejnych morderstw, popełnionych przez tego samego człowieka.

Serial jest wyjątkowo ciekawy i świetnie zrealizowany, gorąco polecam!

 

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Instagram