poniedziałek, 26 grudnia 2016

Dzisiejszy wpis będzie krótkim poradnikiem, który przeprowadzi was przez niełatwy proces zakupu biżuterii oraz jej dalszego przechowywania, tak aby zachowała swój blask na długie lata.

Marilyn Monroe śpiewała, że najlepszymi przyjaciółmi kobiety są diamenty. Chyba nic się nie zmieniło w tej kwestii. Płeć piękna kocha diamenty, złoto, srebro, perły … wszystko co się błyszczy. Biżuteria jest wspaniałym prezentem, którym możemy obdarować bliską nam kobietę lub sprawić małą przyjemność samej sobie :)

Kilka lat temu postanowiłam, że będę kupować wyłącznie biżuterię wykonaną ze srebra i złota, zrezygnowałam wówczas z biżuterii którą można kupić w sieciówkach. Wcześniej biżuterię z popularnych sklepów sieciowych kupowałam w ogromnych ilościach, nawet po kilka/kilkanaście sztuk w miesiącu, jednak biżuteria ta bardzo szybko traciła swój blask – zmieniała kolor, stawała się matowa i nic nie można było z tym zrobić, jedynie wyrzucić na śmieci. Natomiast prawdziwa biżuteria wykonana z metali szlachetnych będzie cieszyć oko przez długie lata. Taka biżuteria często przechodzi z pokolenia na pokolenie, zyskując przy tym wartość sentymentalną. Zarówno złoto jak i srebro, przy odpowiedniej pielęgnacji i regularnym czyszczeniu będzie wyglądało efektownie po kilkudziesięciu latach od daty zakupu. Jeżeli chcecie wiedzieć więcej o tym jak czyszczę swoją biżuterię zapraszam TUTAJ. Dziś skupię się na tym jak kupować złoto i srebro, żeby nie dać się nabić w butelkę.

W Polsce właściwie w każdym mieście można znaleźć sporo sklepów jubilerskich, w których ofercie znajduje się biżuteria złota i srebrna. Oprócz małych, prywatnych sklepów jubilerskich jest też kilka wiodących prym dużych jubilerskich sieciówek. Należą do nich: Yes, Apart, W.Kruk czy też zagraniczne Pandora i Swarovski. W swojej kolekcji posiadam biżuterię z każdej z tych sieciówek oraz z małych prywatnych pracowni.

W przypadku zakupu biżuterii z metali szlachetnych najważniejszą kwestią jest próba, czyli zawartość srebra w srebrze lub złota w złocie. Brzmi to śmiesznie, ale pamiętajcie że kupując biżuterię srebrną lub złotą zawsze mamy do czynienia ze stopem różnych metali, samo złoto i srebro są zbyt miękkie aby mogły tworzyć trwałą biżuterię. Dlatego właśnie mówimy o próbie lub karatach złota. W przypadku biżuterii srebrnej sprawa jest dużo prostsza, bo prawie zawsze mamy do czynienia z próba 925, co oznacza że 92,5% wyboru to srebro, czyli naprawdę dużo. Sprawy komplikują się, gdy zamierzamy kupić biżuterię złotą. W Polsce najpopularniejsze są dwie próby 585, która zawiera 58,5% czystego złota oraz próba 333, zawierająca 33,3% złota. Próba 585 określana jest złotem14-karatowym, a 333 złotem 8-karatowym. W Polsce mówimy raczej o próbach złota, za granicą natomiast do użytku weszło określanie złota w karatach. Jak sami widzicie złoto złotu nierówne z powodu próby złota mogą wynikać duże różnice w cenach złotej biżuterii. Naszyjnik wykonany z próby 585 może kosztować nawet dwa razy więcej niż jego odpowiednik z próby 333. Jednak musicie pamiętać, że biżuteria wykonana z tej słabszej próby tylko w 33,3% składa się ze złota.

Opinie dotyczące prób złota są podzielone. Faktem jest, że im wyższa (czyli lepsza) próba złota tym wyrób biżuteryjny jest bardziej miękki, i co za tym idzie, podatny na zarysowania. Posiadam biżuterię zarówno z próby 585 jak i 333. Nie zauważyłam, aby ta wykonana z wyższej próby była bardziej podatna na uszkodzenia, za to próba 333 nieco ciemnieje po dłuższym czasie nieużywania. Próba 585 utrzymuje swój blask przez cały czas bez względu na to czy jest noszona czy nie. To doświadczenie zniechęciło mnie do 8-karatowego złota.

Wiem, że wiele z was zastanawia się czy dana biżuteria jest wykonana ze złota lub srebra czy z niewiele wartego metalu, który straci kolor po kilku tygodniach. Chcenie sprawdzić autentyczność biżuterii po babci lub zakupionej u przypadkowego jubilera. Oczywiście są na to sposoby. Po pierwsze, możecie zanieść biżuterię do sprawdzonego salonu jubilerskiego i poprosić i weryfikację jej autentyczności, ale jeśli chcecie to zrobić same, w domowym zaciszu to nic łatwiejszego. Każda biżuteria złota lub srebrna posiada odpowiedni grawer. W przypadku złota będzie to głowa rycerza, srebra głowa kobiety w chuście. Oczywiście są to bardzo małe oznaczenia, które trudno będzie zobaczyć dokładnie gołym okiem, pomocna może się okazać lupa. Renomowane sieci jubilerskie takie jak Yes do wielu zakupów dołączają specjalne certyfikaty potwierdzające autentyczność zakupionej biżuterii. Wiem, że otrzymuje się taki certyfikat podczas zakupu diamentów, biżuterii z elementami Swarovski, pereł oraz innych kamieni szlachetnych takich jak topaz czy hematyt. Wątpię, aby małe salony jubilerskie wydawały takie certyfikaty, dlatego ja częściej kupuję swoją biżuterię w sklepach należących do dużych sieci jubilerskich.

Kolejną rzeczą, jaka powinna was zainteresować podczas wyboru biżuterii jest zakres opieki w przyszłości. Mam tu na myśli profesjonalne czyszczenie, naprawę lub ewentualne zmiany np. rozmiaru bransoletki/naszyjnika. Wiem, że sporo sieci jubilerskich oferuje bezpłatne profesjonalne odświeżanie biżuterii dla posiadaczy karty stałego klienta. Dodatkowo dobrze, jeśli sklep jest otwarty na bezpłatne usługi personalizowania biżuterii – czasami zmiana rozmiaru czy lekka modyfikacja projektu są konieczne.

Perły to kolejny uwielbiany od lat element kobiecej biżuterii. W sklepach sieciowych czy pasmanteriach możecie natknąć się na syntetyczną imitację pereł, ale pamiętajcie że prawdziwe perły to wytwór natury. Powstają one z małży, choć wszystkie jakie możemy znaleźć w salonach jubilerskich powstały przy ingerencji człowieka. Perły naturalne, które powstały bez takiej ingerencji są rzadkością i zazwyczaj sprzedawane są na aukcjach. Perły hodowlane, bo tak nazywamy prawdziwe perły stworzone przy pomocy człowieka, dzielą się na słodkowodne i słonowodne. Te pierwsze są bardziej przystępne cenowo, ceny bransoletek czy naszyjników wykonanych z pereł słodkowodnych zaczynają się już od 150-200zł (jeżeli zawierają elementy srebrne, a nie złote). Natomiast perły słonowodne, cieszące się większym uznaniem potrafią kosztować nawet kilkukrotnie więcej. Do najpopularniejszych pereł słonowodnych należą perły Akoya oraz Thaiti. Pamiętajcie, że perły jako wytwór natury wymagają szczególnej opieki, nie lubią suchego powietrza, a działanie detergentów może być dla nich zabójcze. Nie są to najtrwalsze kamienie, ale na pewno piękne.

Jeżeli jesteśmy już przy temacie pielęgnacji biżuterii to warto zastanowić się jak prawidłowo przechowywać biżuterię. Czasami kolekcje biżuterii warte są ogromne pieniądze, nie mówiąc już o wartości sentymentalnej, ale zbiory gniotą się w pseudokastekach albo co gorsza pudełkach, które otrzymaliśmy przy zakupie. Kilka miesięcy temu otrzymałam na urodziny szkatułkę na biżuterię z prawdziwego zdarzenia, możecie ją zobaczyć na zdjęciach. Jest to ogromna i ciężka szkatułka, z trzema szufladami i jedną otwieraną od góry półką z podwójnym dnem. Całość jest wyłożona mięciutkim aksamitem, a każda z szuflad posiada innego rodzaju przegródki. Dopiero gdy rozłożyłam w niej całą swoją biżuterię zrozumiałam jak fantastycznym gadżetem jest taka szkatułka. Po pierwsze, całą nasza biżuteria jest zgromadzona w jednym miejscu przez co wszystko mamy na widoku. Po drugie, szkatułka pozwala utrzymać porządek i dobrą organizację, wszystko możemy ułożyć według własnych upodobań. Po trzecie, biżuteria jest bezpieczna w szufladkach wyłożonych aksamitem, w szkatułce która jest ciężka i stabilna. Biżuteria nie przesuwa się, nie obija o siebie, zmniejszamy ryzyko zarysować i odkształceń.

Reasumując, gdy kupujecie biżuterię zwracajcie uwagę na próby złota i srebra, ich oznaczenia. Żądajcie certyfikatów autentyczności w przypadków kamieni szlachetnych i dopytajcie o zakres opieki nad waszą biżuterią. Znajdźcie też odpowiedni dom dla waszych błyskotek, żeby nie piętrzyły się jedna na drugiej w ciasnych pudełkach, które nie są przystosowane do przechowywania biżuterii.

18:59, makeuphunter , Biżutera
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 grudnia 2016

Dziś zapraszam na recenzję wyjątkowej, bo świątecznej edycji mojego ulubionego urodowego boxa ShinyBox.

Jak przystało na świąteczną edycję jest naprawdę wyjątkowa - wypchana kosmetykami po same brzegi. W tym miesiącu pudełko zostało powiększone, tak żeby mogło pomieścić wszystkie dobroci jakimi obdarował nas w grudniu Shiny Box.

Szata graficzna pudełka jest utrzymana w typowo świątecznym klimacie. Królują kolory przywodzące na myśli Boże Narodzenie, czyli zieleń i czerwień.

Jeśli jesteście ciekawe co znajduje się w środku to nie trzymam was dłużej w niepewności.

Zaczynamy!

Constance Carroll, Vinyl Nail Polish, produkt pełnowymiarowy, 6,30zł/10ml

Lubię gdy w ShinyBoxie pojawia się kolorówka. W grudniowej edycji boxa znalazł się błyszczący, mieniący na różne odcienie lakier do paznokci. Kolor jest fenomenalny, coś pomiędzy złotem a różem.

Farmona, Ekstremalny krem dla sportowców SPF 50, produkt pełnowymiarowy, 11,50zł/50ml

Całkiem ciekawy produkt, idealny na obecną pogodę. Co prawda ekstremalnych warunków pogodowych jeszcze w Polsce nie mamy, ale taki krem, który chroni skórę przed mrozem i wiatrem na pewno się przyda.

BioOleo,Olej ze słodkich migdałów, produkt pełnowymiarowy, 60zł/30ml

Uwielbiam olejki a olejowanie włosów jest moim wybawieniem. Co prawda moim ulubieńcem jest olej arganowy, ale chętnie sprawdzę czy olej ze słodkich migdałów polubi się z moimi włosami.

Perfect Beauty by Ados, Mascara Zoom Lash Extreme Black, produkt pełnowymiarowy, 6,30zł/12g

Nigdy nie słyszałam o tej firmie. Chętnie przetestuję mascarę, kto wie może spełnią się obietnice producenta o teatralnym efekcie i głębokiej czerni.

Prosalon Professional, Keratyna w płynie, produkt pełnowymiarowy, 12zł/275g

Obecnie używam dwufazowej odżywki z keratyną tej firmy i jestem bardzo zadowolona. Podczas najbliższej wizyty w Hebe zamierzałam nawet kupić keratynę, a tu taka niespodzianka. Nie mogę się doczekać aż zacznę ją testować. Kosmetyki z keratyną rewelacyjnie wygładzają włosy.

Mieszadełko, Zestaw składników do wykonania kosmetyków DIY, 30zł/zestaw

Szczerze mówiąc jest to pierwszy taki zestaw w moim życiu. Zwykle unikam kosmetyków, których poszczególne składniki trzeba mieszać samodzielnie, ale tym razem skoro już zestaw trafił w moje ręce na pewno pokuszę się o próbę. Może okaże się to dobrą zabawą.

Oleofarm, Len mielony, produkt pełnowymiarowy, upominek, 8,50zł/200g

Coraz częściej w ShinyBox pojawiają sie produktu okołospożycze co bardzo mnie cieszy.

Bispol, Świece zapachowe, produkt pełnowymiarowy, upominek, 4zł/opakowanie

Ja trafiłam na świece o zapachu grzanego wina i wierzcie mi, że cały box przepięknie pachnie tymi świecami. Uwielbiam takie kompozycje zapachowe i już nie mogę się doczekać aż rozpalę je w moich lampionach!

Provag, żel i emulsja do higieny intymnej, produkty pełnowymiarowe, upominek

Jasna sprawa, że produkty intymnej zawsze się przydadzą!

Jak widzicie grudniowa edycja pudełka jest naprawdę super!

13:52, makeuphunter , ShinyBox
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 grudnia 2016

Jak co miesiąc pora na kolejną odsłonę cyklu Obejrzane. Zamierzałam opublikować ten wpis dużo wcześniej, bo mam wam tyle ciekawych tytułów do polecenia, ale ostatnimi dniami rozłożyło mnie jakieś choróbsko i nie miałam nawet siły, aby przysiąść do bloga. 

Jeżeli jesteście ciekawi jakie tytuły polecałam we wcześniejszych odsłonach Obejrzanych to zapraszam TUTAJ i TUTAJ.

Tak jak wspomniałam listopad obfitowałam w mnogość godnych uwagi filmów i seriali. Obejrzałam mnóstwo inspirujących rzeczy i teraz chciałabym się nimi z wami podzielić, więc zaczynamy!!

Asthma  - gdy byłam nastolatką wręcz uwielbiałam kino drogi. Filmy, w których głowni bohaterowie (najlepiej jeśli byli kochankami) przemierzali bezkresne amerykańskie drogi szukając zapomnienia, uciekając przed mroczną przeszłością. Wydaje mi się, że ten zacny gatunek filmowy popadł w niełaskę w ostatnich latach, filmowcy nie sięgają po niego już tak chętnie. Ale mi udało się znaleźć prawdziwą perełkę dla wszystkich miłośników kina drogi. Jest nią film Asthma - po części kino drogi, po części romans. Historia chłopaka, który chce ze sobą skończyć, ma ewidentne problemy z narkotykami i pewnego dnia pod wpływem impulsu kradnie wypasioną furę aby ruszyć w nieznane. Zupełnie przypadkiem trafia na dziewczynę, która kiedyś zauroczyła go podczas koncertu (w tej roli zjawiskowa Krysten Ritter). Tak się składa, że ona wybiera się do znajomego, żeby zrobić mu tatuaż. Para wyrusza tam wspólnie. Co dzieje się później ? Musicie przekonać się sami oglądając film.

Może i jest trochę hipsterski, może i nie jest to dzieło przełomowe, ale wierzcie mi warto go obejrzeć. Film ma klimat i jest w nim coś co sprawia, że z ogromną przyjemnością ogląda się go do ostatniej minuty!

Inscure / Niepewne - mówiłam wam już, że uwielbiam seriale HBO? Na pewno mówiłam i to nie jeden raz. Po zakończeniu ostatniego sezonu Girls brakowało mi takiego mocnego, porządnego serialu dla kobiet. Nie mam na myśli jakiegoś słodko pierdzącego sitcomu, ale serialu, w którym kobiece postacie są z krwi i kości, a twórcy nie boją się poruszać poważniejszych tematów. Takim serialem, który naprawdę polecam wam z całego serca jest Insecure. Pierwszy sezon obejmuje zaledwie kilka 20paru minutowych odcinków, ale po tym co zobaczyłam mam ogromną ochotę na więcej!

Główną bohaterką jest Issa, młoda Afroamerykanka mieszkająca w Los Angles. Pracuje dla organizacji non profit zajmującej się niesieniem pomocy nastolatkom z biednych rodzin. Serial opowiada o jej codziennym zmaganiu się z bardzo przyziemnymi problemami - ułożeniem relacji z chłopakiem, który nie może znaleźć pracy, tęsknotą za byłym partnerem, rasizmem, chęcią zawodowej realizacji. Wszystko jest przedstawione w bardzo realistyczny sposób. Momentami język bywa mocny, ale zaraz kto powiedział, że kobiety muszą operować wyłącznie zdrobnieniami?

Too Late - kolejna propozycja filmowa w dzisiejszym poście i to bardzo ciekawa. Jeśli lubicie filmy, które są dziwne i mocno pokręcone to powinna was zainteresować ta propozycja. Do tego dorzucimy postać prywatnego detektywa, kluby ze striptizem, dilerów narkotykowych i mamy ogólny zarys fabuły Too Late.

Film, coś na wzór Pulp Fiction składa się z kilku pozornie niepowiązanych ze sobą historii, ale na koniec, jak to w dobrym kinie bywa wszystko nabiera sensu i elementy układanki wskakują na swoje miejsce.

Aquarius / Era Wodnika - fabuła serialu inspirowana prawdziwymi zdarzeniami opowiada o grupie Charlesa Mansona, a w jednej z głównych ról występuje David Duchovny. Brzmi nieźle, prawda? W sumie jak przepis na serialowy hit, zastanawiacie się więc dlaczego niewiele z was o nim słyszało? Hmmm, jakby to ująć ... Pomysł na serial może i był obiecujący, ale efekt jest co najwyżej dobry. Jeżeli zainteresowała was tematyka i lubicie Duchovnego (a kto by go nie lubił po Californication?) to dajcie serialowi szansę, ale nie oczekujcie fajerwerków.

 The Fall 3 - jeden z moich ulubionych seriali wrócił w wielkim stylu i możemy podziwiać sezon 3, ostatni już jak sądzę. 

Jest to fenomenalny kryminał, który od początku do końca zachwyca i przeraża jednocześnie. Od pierwszego odcinka doskonale wiemy kto jest mordercą i możemy z bliska śledzić każdą zbrodnię jak i poprzedzające ją przygotowania. Równocześnie śledzimy pracę pięknej pani inspektor (w tej roli doskonała Gillian Anderson). Ponoć postać głównego bohatera, seryjnego mordercy była wzorowana na Tedzie Bundyn, na pozór wzorowym mężu i ojcu. Jeżeli lubicie dobre kryminały musicie obejrzeć The Fall. Każdy z trzech sezonów jest na równie wysokim poziomie. 

niedziela, 04 grudnia 2016

Dwa miesiące temu dzieliłam się z wami wrażeniami świeżo po przekłuciu chrząstki ucha, a dokładnie daith piercing. Jeśli jesteście ciekawi zapraszam TUTAJ. Przekłucie było mniej bolesne niż się spodziewałam i z wyjątkiem obfitego krwawienia, cały proces przekłucia przebiegł bardzo pozytywnie. Pierwsze dni, a nawet tygodnie po przekłuciu też okazały się zaskakująco bezproblemowe – krwawienie ustało, nie odczuwałam żadnego bólu, nie było ropy. Byłam zadowolona z tak pozytywnego przebiegu gojenia i nadal systematycznie czyściłam miejsce przekłucie Octeniseptem. Oczywiście nie zmieniałam kolczyka, nie dotykałam miejsca przekłucia, nie bawiłam się biżuterią itp. Przestrzegałam wszystkich zasad higieny, jakie obowiązują podczas gojenia świeżego przekłucia. Byłam przekonana, że wszystko idzie w dobrym kierunku, aż nagle mięcej więcej w 3. tygodniu po przekłuciu zauważyłam, że coś zaczyna się dziać przy górnej kulce kolczyka. Początkowo wyglądało to jak opuchlizna, później zaczęła się tworzyć gulka przy górnej dziurce. Niestety stawała się coraz większa z każdym dniem. Po tygodniu wyglądała w ten sposób:

Oczywiście zaczęłam szukać pomocy w internecie. Przeczytałam setki postów na forach internetowych. Niestety na polskich forach i stronach internetowych nie znalazłam właściwie żadnych informacji, natomiast anglojęzyczne fora mają do powiedzenia dużo więcej, gdy wklepie się w google hasło daith piercing bump. Okazuje się, że gulki przy kolczykach na chrząstkach są bardzo powszechnym problemem. Natknęłam się na co najmniej 5 często polecanych sposobów na taką dolegliwość. Najpopularniejszym jest moczenie przekłucia w roztworze niejodowanej soli morskiej z wodą, ponoć przynosi dobre i szybkie rezultaty. Byłam zdeterminowana, aby wypróbować tę metodę, ale nigdzie nie znalazłam soli morskiej, która byłaby niejodowana :( Szperając dłużej w necie dotarłam do informacji, że sól fizjologiczna ma podobne właściwości do opisanego powyżej roztworu. Jednak zwyczajne przemywanie kolczyka solą fizjologiczną nie wystarczało, gula nie zmniejszała się. Później wpadłam na pomysł, aby robić okłady z soli fizjologicznej. Na złożony w pół wacik kosmetyczny wlewałam cała zawartość ampułki z solą fizjologiczną i wacik ten umieszczałam w uchu, tak aby przykrywał cały kolczyk wraz z nieszczęsną gulką. Wacik zostawiałam tak na ok. 20 minut, a czynność tę powtarzałam kilka razy dziennie. Już po dwóch dniach dostrzegłam ogromną różnicę, gulka zaczęła się zmniejszać, robiła się coraz bardziej płaska z każdym takim okładem. Po tygodniu właściwie całkiem zniknęła, poniżej możecie zobaczyć zdjęcia zrobione dziś rano (od 4 dni nie stosuję już okładów):

 Jak widzicie różnica jest ogromna, gdyby nie okłady z soli fizjologicznej nie wiem jak duża byłaby gula w dniu dzisiejszym. Gdy zaczęłam stosować okłady była prawie tak duża jak nakrętka na kolczyku. Przerażona tempem jej powiększania się byłam bliska wyjęcia kolczyka. Dlatego jeśli macie podobny problem z kolczykiem w tej lub innej chrząstce nie poddawajcie się i spróbujcie walczyć :)

W tym miejscu muszę jednak zaznaczyć, że ta gulka była jedynym problemem jaki miałam z kolczykiem. To znaczy, nie odczuwałam nigdy bólu w miejscu przekłucia, nie było wycieku ropy ani osocza, ucho nie było spuchnięte ani zaczerwienione, na kolczyku nie pojawiały się strupki. Piszę o tym, bo na forach często pojawiał się temat bólu, ropy gdy był poruszany temat takich gulek. A takie objawy mogą świadczyć o infekcji – wówczas nie sądzę, aby okłady z soli fizjologicznej wystarczyły.

Innym polecanym sposobem na walkę z gulkami przy przekłuciach chrząstek są okłady z pasty aspiryny. Pastę taką można wykonać z rozkruszonej tabletki aspiryny w połączeniu z kilkoma kroplami wody. Przetestowałam i nie polecam tej metody, bo podrażniła moją skórę. Miejsce przekłucia stało się zaczerwienione, lekko spuchnięte i swędzące. Dałam sobie spokój po jednorazowej próbie.

Kolejnym tematem, jaki chciałabym poruszyć są bóle głowy. Jak pisałam wam TUTAJ, czyli w moim wcześniejszym poście o przekłuciu typu daith, kolczyk zapracował sobie na miano „lekarstwa na migreny”. Przekłucie tej chrząstki ucha ponoć stymuluje te same nerwy, które są stymulowane podczas akupunktury w celu wyeliminowania migrenowych bólów głowy. Minęły dwa miesiące odkąd mam kolczyk i faktycznie częstotliwość bólów głowy w moim przypadku znacznie się zmniejszyła. Nigdy nie cierpiałam na migrenę, ale ból głowy pojawiał się od czasu do czasu, a od momentu przekłucia ból głowy miałam raz lub dwa i nie było to nic silnego. Na tą chwilę trudno mi powiedzieć czy był to zbieg okoliczności czy zbawienne działanie kolczyka. Na pewno odezwę się jeszcze do was gdy minie więcej czasu.

Mam nadzieję, że ten post pomoże przynajmniej jednej osobie, która napotka podobny problem podczas gojenia kolczyka typu daith lub na innej chrząstce ucha. Gdyby nie kopalnia informacji, jaką jest internet z pewnością nie udałoby mi się uratować mojego kolczyka i dziś byłby tylko ładnym wspomnieniem.

sobota, 03 grudnia 2016

W ostatnich miesiącach testowałam sporo nowych podkładów. Jak zapewne wiecie uwielbiam recenzować kosmetyki kolorowe i dziś właśnie chciałabym wam opowiedzieć o takiej kosmetycznej perełce wśród kosmetyków do makijażu.

Bohaterem dzisiejszej recenzji jest Vichy Teint Ideal fluid rozświetlający, który maskuje niedoskonałości i nadaje skórze blasku. Ja wybrałam  odcień 15 Ivory Clair, który jest najjaśniejszym z dostępnej gamy kolorystycznej. Dlaczego zdecydowałam się akurat na ten kosmetyk? Po pierwsze, słyszałam wiele dobrego na temat fluidów Vichy, a po drugie uwielbiam rozświetlające kosmetyki. 

Produkt jest zapakowany w bardzo stylowy, miły dla oka złoty kartonik. W środku znajduje się fluid w szklanej butelce z wygodnym i higienicznym dozownikiem w formie pompki. Opakowanie prezentuje się bardzo efektownie, sugeruje że mamy do czynienia z produktem z wyższej półki.

Konsystencja fluidu natychmiast zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, wiedziałam że moja skóra dobrze się z nim „dogada”. Jest to fluid o dość rzadkiej, mokrej konsystencji, ale nie nadmiernie płynnej. Jego aksamitne wykończenie sprawia, że jest to bardzo łatwy i przyjemny w aplikacji produkt. Nakładając go na skórę mam wrażenie, że nie muszę wkładać żadnego wysiłku w równomierną aplikację, a skóra nie tylko nabiera jednolitego kolorytu, ale też staje się bardziej nawilżona. Momentami wydaje mi się, że nakładam krem pielęgnujący, a nie kolorówkę.

Uwielbiam fluidy, które dają efekt photoshopa na twarzy i taki właśnie jest Vichy Teint Ideal. Cera staje się wygładzona, jej koloryt wyrównany i nabiera pięknego blasku, zupełnie jakby pracował nad nią grafik komputerowy ;) Jeżeli stronicie od podkładów rozświetlających w obawie przed efektem bombki choinkowej to w przypadku tego fluidu nie macie żadnych podstaw do obaw. Teint Ideal nie zawiera żadnych widocznych gołym okiem drobinek. Rozświetlenie w tym przypadku polega bardziej na dodaniu zdrowego blasku skórze, w efekcie wydaje się ona zdrowsza i bardziej wypoczęta.

Fluid ten ma dobre krycie, ale nie jest kosmetykiem mocno kryjącym, który zakryje np. z duże zmiany trądzikowe. Za to rewelacyjnie radzi sobie z matowieniem skóry mimo iż jest to kosmetyk rozświetlający. Strefa T nie wymaga poprawek przez cały dzień. Podobnie jest z resztą twarzy, trwałość jest jednym z największych atutów tego produktu. Po 12 godzinach wygląda na twarzy świeżo jak w momencie nałożenia go podczas porannego makijażu.

Zdecydowanie polecam fluid Vichy Teint Ideal, bo chyba każda z nas marzy o efekcie wypoczętej cery pełnej blasku.

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Instagram