O życiu

sobota, 19 marca 2016

Jakiś czas temu na moim blogu pojawił się post dotyczący błędów nagminnie popełnianych przy tworzeniu CV. Pisałam go głównie z punktu widzenia osoby rekrutującej do pracy, kogoś kto przejrzał setki podań kandydatów na dane stanowisko i niezliczoną ilość razy załamywał ręce nad tym co widzi. Dziś chciałabym poniekąd kontynuować temat i powiedzieć Wam o kilku sposobach na to, aby każda rozmowa kwalifikacyjna zakończyła się sukcesem! A sukcesem będzie nie tylko otrzymanie propozycji pracy, ale i wynegocjowanie satysfakcjonujących warunków.

Rozmowa kwalifikacyjna większości z nas kojarzy się z bardzo stresującym wydarzeniem i dopóki będziemy myśleć w ten sposób żadna z rozmów nie zakończy się sukcesem. To jest pierwsza i jednocześnie najważniejsza rada, jaką chciałabym Wam przekazać w dzisiejszym wpisie. W swoim życiu przeprowadziłam jak i uczestniczyłam w wielu rozmowach kwalifikacyjnych. Dawno temu większość z nich kończyła się dla mnie porażką, bez skutku czekałam na telefon z dobrą nowiną od potencjalnego pracodawcy. Tak było do momentu aż zmieniłam swoje myślenie o 180 stopni. Nie była to łatwa zmiana ani nie nastąpiła natychmiastowo, ale jej następstwa sprawiły, że każda rozmowa kwalifikacyjna, w jakiej później uczestniczyłam zakończyła się sukcesem. Jeśli chcecie się dowiedzieć na czym polegała przemiana i jak wprowadziłam ją w życie, zostańcie ze mną.

Internet pełen jest tekstów dotyczących tego jak powinniśmy ubrać się na rozmowę kwalifikacyjną, co wypada wtedy mówić, a jakich tematów lepiej unikać, a nawet w jaki sposób siedzieć, patrzeć i podawać dłoń na przywitanie. Bez trudu też znajdziemy artykuły poświęcone temu jak opanować stres i przekonać do siebie pracodawcę. Jako osoba, która rekrutowała nowych pracowników nabyłam bardzo przydatnej wiedzy, która stanowiła kamień milowy zmiany mojego postrzegania procesu rekrutacji: pracodawcy w równym stopniu co kandydatowi do pracy zależy na znalezieniu wartościowego pracownika. Ta świadomość otworzyła mi oczy, zmieniła nawet sposób w jaki czułam się na krótko przed rozmową. Wszyscy dają rady jak opanować stres przed rozmową w sprawie pracy, a ja pytam dlaczego w ogóle się nią stresować? Powiedzmy, że aplikujesz na swoje wymarzone stanowisko pracy. Po pierwsze, świetnie że taka oferta w ogóle się pojawiła, to już daje możliwość kroku w kierunku realizacji celu. Wysyłasz CV i po jakimś czasie odzywa się telefon, zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. Dawna ja poczułaby zimny pot spływający po plecach ze strachu, setki myśli których wspólnym mianownikiem byłby LĘK! Obecna ja czuje radość i wielką ekscytację. Największą różnicą jest to, że kiedyś takie wydarzenia wywoływały we mnie ciąg negatywnych emocji, ale zmieniając swoje myślenie udało mi się zmienić je w coś pozytywnego co napawa nadzieją, nie strachem. Generowanie negatywnych myśli i odczuć od samego początku, przekłada się na zachowanie podczas rozmowy. Możecie mieć uśmiech na twarzy, ale to Wasze gesty, oczy i sposób mówienia informują rozmówcę o tym czy czujecie się swobodnie i pewnie. Nic tu nie dadzą internetowe poradniki mówiące o tym jak siedzieć, jak ułożyć ręce lub nogi podczas rozmowy z potencjalnym pracodawcą, bo musicie to czuć w sobie. Musicie być pełni pozytywnych odczuć, ekscytacji nowym wyzwaniem i pewności, że sobie poradzicie. Wszystkie te odczucia, o ile są szczere, udzielą się Waszemu rozmówcy. Wierzcie mi, że każdy (z wyjątkiem skrajnych dziwaków) chce pracować w towarzystwie osoby, która zachowuje się naturalnie, jest zaangażowana i pewna siebie (nie mylić z arogancją).

Tym co najbardziej podcina skrzydła podczas rozmów kwalifikacyjnych są moim zdaniem stres i zaniżona samoocena. Na drugim biegunie mamy też osoby aroganckie ze zbyt wysokim mniemaniem o sobie, co też pogrąża kandydata w oczach rekrutera, ale nie będę się na tym skupiać bo wydaje mi się że dotyczy to mniejszej ilości osób.

Zgubne może się okazać myślenie dlaczego mieliby wybrać akurat mnie, inni na pewno mają większe doświadczenie w tej branży albo lepsze wykształcenie. Wielu z nas wpada w pułapkę takiego myślenia. Powiedziałabym nawet, że przed takim myśleniem ciężko jest uciec, bo faktycznie żyjemy w czasach gdy na jedną ofertę pracy napływają setki lub tysiące CV, większość z nas ma wyższe wykształcenie, dodatkowe kursy, a znajomość języków obcych często jest brana za oczywistość. No więc idziemy na taką rozmowę już z pozycji przegranego. To nie może się udać! Jeśli sami nie uwierzymy w siebie to obca osoba tym bardziej tego nie zrobi. Może faktycznie inni kandydaci mogą się pochwalić większym doświadczeniem w branży, ale być może Ty jesteś lepszym graczem zespołowym lub charyzmatyczną osobowością, w której towarzystwie ludzie czują się świetnie, a do tego szybko się uczysz i brak doświadczenia nadrobisz w kilka tygodni.

Kolejną przeszkodą w drodze do udanej rozmowy jest stres. Jest to bardzo trudny do wyeliminowania element rozmów kwalifikacyjnych, bo powszechnie uważa się, że nie mamy wpływu na takie reakcje naszego organizmu jak drżenie głosu, zwiększone napięcie mięśni czy trudności z układaniem racjonalnych wypowiedzi. Ale tak naprawdę wszystko zaczyna się od tego jak postrzegamy taką rozmowę. Jeśli w Waszej głowie słowa rozmowa kwalifikacyjna wywołują skojarzenia: lęk przed kompromitacją, niepewność, strach przed nieznanym to z pewnością podczas rozmowy nie będziecie potrafili zachowywać się swobodnie. W głowie już macie zakodowane i pielęgnowane przez lata przekonanie, że taka rozmowa jest czymś niekomfortowym, bo wystawia Was na próbę i ocenę.

Spróbujcie na to spojrzeć odwrotnie. Pracodawca jest człowiekiem, który włożył mnóstwo wysiłku, często też oszczędności całego życia aby otworzyć własną firmę. Wraz z jej rozwojem zatrudnia coraz więcej osób. Za każdym razem gdy to robi ma nadzieję, że znajdzie pracownika, który przyczyni się do dalszego rozwoju firmy. Potencjalny pracownik jest osobą, która liczy na stabilne zatrudnienie, satysfakcjonujące wynagrodzenie i może zaoferować pracodawcy nabyte umiejętności, znajomość branży, zapał do pracy i świeże pomysły. Jak widzicie obie strony czegoś od siebie potrzebują i mają sobie coś do zaoferowania. Możemy więc potraktować rozmowę kwalifikacyjną jak spotkanie partnerów, którzy chcą dojść do porozumienia i wyznaczyć wspólne cele. Takie podejście do sprawy z pewnością zredukuje stres i wyprowadzi Was z pozycji przestraszonej ofiary.

Jeśli już jesteśmy odpowiednio przygotowani psychicznie do spotkania z potencjalnym pracodawcą możemy przejść do kilku ważnych punktów samej rozmowy. Po pierwsze, nigdy nie idźcie na rozmowę nieprzygotowani. Brak podstawowej wiedzy o firmie dyskwalifikuje Was na starcie, taką wpadkę ciężko później przykryć. Po drugie, nie bójcie się pytać, wpływajcie na to jaką formę przybierze rozmowa. Możecie komentować, przytaczać własne przemyślenia – brać czynny udział w rozmowie, nie być pasywną kukłą, która tylko czeka na kolejne pytania. Jeśli pytacie to nie tylko o zarobki lub pracownicze benefity. Pytajcie przede wszystkim o zakres obowiązków, możliwość rozwoju, działalność firmy. Takie pytania to przede wszystkim korzyść dla Was, odpowiedzi pozwolą Was przekonać się czy jest to praca która da Wam satysfakcję, będzie rozwojowa i przede wszystkim nakreślą obraz przyszłego zajęcia.

20:28, makeuphunter , O życiu
Link Komentarze (1) »
piątek, 29 stycznia 2016

W ciągu ostatnich kilku tygodni wydarzyło się dużo ważnych rzeczy w moim życiu. Zmiany, o których Wam za chwilę szerzej opowiem, były po części powodem mojej dłuższej nieobecności na blogu. W grudniu starałam się dodawać nowe wpisy jak najczęściej i przez jakiś czas całkiem fajnie się to udawało, ale w styczniu zaczęły się te wszystkie zmiany, zawirowania i musiałam poświęcić więcej czasu mojej pracy zawodowej.

Dzisiejszy wpis będzie opowiadał o kulisach pracy, którą często podejmują młody dziewczyny. Dla wielu z nich praca w tzw. sieciówce wydaje się przyjemnym i lekkim sposobem na zarobienie pieniędzy. W końcu która młoda dziewczyna nie lubi przebywać w otoczeniu ubrań, butów lub kosmetyków? A praca w sieciówce odzieżowej to przecież nic innego jak poprawianie ubrań, plotkowanie z koleżankami i ewentualnie (od czasu do czasu) obsłużenie klienta. Do tego elastyczny grafik, który nie będzie kolidował z nauką. Nic bardziej mylnego. Ten widziany przez różowe okulary obraz pracy sprzedawcy weryfikują już pierwsze dni pracy w sklepie.

Po kilku latach pracy w handlu, przejściu całej drabiny sklepowej hierarchii od sprzedawcy po kierownika sklepów, mogę opowiedzieć co nieco o tym jak wyglądają kulisy pracy w miejscu, gdzie Polacy najczęściej spacerują w niedziele.

Moja obecna praca nie ma nic wspólnego z handlem i choć o handlu i metodach szkolenia swoich pracowników przez różne sieci mogłabym Wam dużo opowiedzieć to w tym wpisie nie padną żadne konkretne nazwy sklepów. Intencją powstania tego tekstu jest chęć przybliżenia Wam realiów takiej pracy, a nie szykanowania jakichkolwiek firm lub osób. Jeżeli zastanawiacie się nad podjęciem pracy w handlu ten tekst dostarczy Wam sporą dawkę informacji o tej branży i być może pozwoli podjąć decyzję dotyczącą wyboru ścieżki zawodowej.

Często na forach dziewczyny pytają czy trudno dostać pracę w sieciówce, w jaki sposób najlepiej aplikować i jakie pytania padają podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Aby dostać pracę sprzedawcy w sieciówce nie potrzebujecie żadnych specjalnych kwalifikacji, ale nie zaszkodzi odrobina szczęścia. Jeśli nie posiadacie doświadczenia na stanowisku sprzedawcy to szczęście będzie wyjątkowo potrzebne, bo pracodawcy najchętniej sięgają po CV osób, które takim doświadczeniem mogą się już pochwalić. Jest to znaczne ułatwienie dla kierownika sklepu, który takiego pracownika nie musi uczyć wszystkiego od podstaw, a jedynie wdrożyć w obowiązki oraz zasady typowe dla danego sklepu. Oczywiście CV możecie składać drogą mailową, gdy na portalach z ogłoszeniami pojawi się oferta danego sklepu. Dobrym sposobem jest także zaniesienie CV do sklepu osobiście, ale uważajcie bo zazwyczaj Wasza osoba jest wówczas poddawana surowej ocenie pracowników danego sklepu. Macie więc kilka sekund na to, aby przekonać do siebie personel sklepu, w przeciwnym wypadku jesteście spalone, a Wasze CV prędzej trafi do kosza niż w ręce managera. Jeśli chcecie wiedzieć jakich błędów należy unikać pisząc CV, kliknijcie TUTAJ. Gdy już Wasze CV zostanie wyłonione z kilkuset aplikacji, jakie napłynęły na skrzynkę mailową kierownika sklepu, zostaniecie zaproszone na rozmowę kwalifikacyjną. Jakie pytania usłyszycie podczas takiej rozmowy? Tego nie wie nikt. Pytania potrafią być bardzo różne. Na pewno warto przygotować się na pytanie dotyczące firmy, do której aplikujemy. Wiedza na temat tej firmy to podstawa, ja zazwyczaj odrzucałam natychmiast osoby, które nawet nie odpaliły strony internetowej naszego sklepu. Zdarza się, że padają pytania o wady i zalety kandydata. Często też kandydat jest pytany o to jak wyobraża sobie przykładowy dzień pracy na danym stanowisku. Bywa, że kandydaci są pytani o to jak zachowaliby się w konkretnej sytuacji z klientką lub koleżanką z pracy. Na takie pytania nie ma jednej właściwej odpowiedzi, wszystko zależy od osoby rekrutującej, od tego jak ona zapatruje się na obsługę klienta oraz relacje w zespole. Pamiętajcie jednak, że Wy też macie ogromny wpływ na to jak potoczy się rozmowa kwalifikacyjna. Nie bójcie się dyskutować, rzucać pomysłami oraz dzielić cennymi doświadczeniami z poprzednich miejsc pracy.

Po przejściu tego etapu rekrutacji prawdopodobnie zostaniecie zaproszone na godziny próbne, oczywiście jeśli zrobiłyście dobre wrażenie podczas rozmowy. Jest to zazwyczaj próba trwająca od jednej do trzech godzin, podczas której potencjalny pracodawca chce zobaczyć jak radzicie sobie z obsługą klienta. Nikt nie będzie od Was wymagał obsługi kasy fiskalnej czy systemu podczas tych godzin, ale bezwzględnie musicie wykazać się wtedy świetnym kontaktem z klientem, bystrością i komunikatywnością. Nie są to godzin przeznaczone na to, żebyście mogły obserwować pracę innych sprzedawców. Są to godziny kiedy to Wy musicie się wykazać i to przez duże W!

Moją pierwszą pracą w handlu było stanowisko sprzedawcy w znanej sieci odzieżowej z wyższej półki cenowej, która swój asortyment kieruje do dojrzałych, eleganckich kobiet. Zespół składał się z 5 sprzedawców i managera sklepu. W sklepie panowała ogromna dyscyplina, wszystko musiało być wykonane z zegarkiem w ręku, co do milimetra. Rygor, rygor i jeszcze raz rygor. Dotyczył on każdej sfery pracy w tym miejscu. Począwszy od obostrzeń dotyczących wyglądu sprzedawcy (zakaz noszenia biżuterii, nawet najcieńszego łańcuszka, lista dozwolonych kolorów lakierów do paznokci i obuwia,koloru włosów, sposobu noszenia uniformu itp.), przez dokładnie wyznaczone miejsca sklepu w których musieli się znajdować sprzedawcy po słowa i zwroty dozwolone i zakazane podczas obsługi klienta. Tam wynik ankiety tajemniczego klienta 99% był wynikiem za który szło się na „dywanik”. Z czasem wymagania zarządu zaczęły coraz bardziej zdumiewać. Miałam ochotę uciec z krzykiem, gdy wprowadzono cotygodniowe testy z wiedzy, podczas których trzeba było wyrecytować składy, rozmiary oraz sposób konserwacji wszystkich ubrań znajdujących się w sklepie. Z takich testów manager wystawiał sprzedawcom oceny i oczywiście pilnował czy nikt nie ma ściąg (serio!). Do tego doszły podobne, aczkolwiek bardziej rozbudowane testy z wiedzy o kolekcji robione co miesiąc przez manager regionalną. Legenda głosiła, że kilkukrotne oblanie takiego testu skutkuje rozwiązaniem umowy z „nieukiem”. Czy tak faktycznie było, tego nie wiem bo większość uczyła się pilnie, czasami nawet w domu po trzech 12godzinnych zmianach w pracy. Do tego dochodziła ogromna presja sprzedażowa, która jest nieodłącznym elementem pracy w handlu. Bywały kilkugodzinne zebrania zespołu, trwające do 1 w nocy, podczas których odgrywało się scenki sprzedażowe. Uznałam, że praca sprzedawcy nie jest warta takich poświęceń i zszarganych nerwów. W końcu to sprzedaż ubrań, a nie tworzenie leku na śmiertelną chorobę!

Po jakimś czasie udało mi się zmienić firmę i otrzymałam stanowisko kierownika sklepu. Również polska firma, ale dedykowana młodszej klienteli. Sklep wielkopowierzchniowy, kilkuosobowy zespół pode mną. Zupełnie inna specyfika pracy. Myśląc o pracy w sklepie musicie mieć na uwadze, że zupełnie inaczej wygląda praca w sklepie o powierzchni 80m2 i 400m2. W małym sklepie przełożeni wymagają większego skupienia na kliencie, nawiązywania długotrwałych relacji z klientami, zapamiętywania ich upodobań i profesjonalnego doradztwa. W sklepach o dużej powierzchni pracownicy muszą skupiać się na pracy z towarem. Ilość towaru, jaki napływa do takich sklepów każdego dnia jest ogromna. Zazwyczaj jest to od kilkunastu do kilkudziesięciu kartonów dziennie. Taki towar trzeba wprowadzić do systemu, zaklipsować, wyprasować i zaaranżować na sali sprzedażowej. Oprócz tego ktoś musi kasować, sprzątać niekończący się bałagan w strefie przymierzalni, dbać o porządek na sali sprzedaży, zajmować się dokumentacją sklepu, wprowadzać ceny wyprzedażowe, materiały promujące aktualną promocję, przebierać manekiny i przebudowywać sklep (o tym wspominałam Wam w poście dotyczącym pracy dekoratora, kliknijcie TUTAJ). Praca w sklepie o dużej powierzchni to bezustanne borykanie się z problemem zbyt małej ilości pracowników w stosunku do wyznaczonej ilości pracy. Bywało, że w ciągu kilku godzin trzeba było zrobić zwrot kilku tysięcy rzeczy, a ja miałam tego dnia do dyspozycji jednego pracownika. Artykuły do zwrotu trzeba najpierw odnaleźć po przypadkowo ułożonych kodach, odklipsować, spakować w worki (każdą sztukę osobno) i wprowadzić do systemu. Kierownik takiego sklepu jest odpowiedzialny dosłownie za wszystko. Począwszy od wyników sprzedażowych po porządek na sklepie i kąt pod jakim światła padają na manekiny. Jest to osoba, która jako pierwsza powinna pojawiać się w sklepie i opuszczać go jako ostatnia.

Praca w dużym sklepie to przede wszystkim bardzo ciężka praca fizyczna. 12 godzin na nogach, w czasie których można usiąść jedynie podczas jednej 15minutowej przerwy. Dźwiganie dużej ilości towaru to codzienność. Po 12 godzinach spędzonych w takim miejscu człowiek nadaje się tylko, żeby walnąć głową o poduszkę i spać, jak najdłużej. Ale co gdy następnego dnia znowu czeka 12 godzin pracy?

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że sprzątanie sklepu również należy do obowiązków sprzedawcy oraz kierownika sklepu. Nie ma problemu, gdy jest to sklep o powierzchni 100m2, ale nawet sprzątanie takiego potrafi zająć 2-3 godziny. Gorzej gdy mamy do czynienia ze sklepem o kilkukrotnie większej powierzchni, gdzie co rano trzeba odkurzyć, zmyć podłogi, umyć lustra i zetrzeć kurz ze wszystkich półek.

Rozmowa kwalifikacyjna na stanowisko kierownika sklepu zazwyczaj zawiera bardzo konkretne pytania dotyczące reakcji w danych sytuacjach (np. konfliktu z klientem) oraz wiedzy z zakresu różnych przepisów i procedur mających zastosowanie w handlu. Podczas takiej rozmowy najczęściej sprawdzane są takich cechy jak: odporność na stres, cechy przywódcze i umiejętność organizacji pracy.

Jako główną zaletę pracy w sieciówce większość osób wymienia elastyczny grafik. Dla mnie właśnie grafik był jednym z głównych powodów, dla których odeszłam z pracy w handlu. Godziny pracy w sieciówkach faktycznie są dobrą opcją dla osób uczących się. Sklep to jedno z niewielu miejsc, gdzie godziny pracy można pogodzić z nauką. Grafik układa kierownik sklepu, zazwyczaj na cały miesiąc z góry i bez problemu powinien wziąć pod uwagę Wasze prośby dotyczące dni, które chcecie mieć wolne z powodu szkoły. Jednak dla osób, które mają swoją rodzinę i ustabilizowane życie osobiste dużym dyskomfortem są 3 pracujące weekendy w miesiącu i powroty do domu o godzinie 22.

W pierwszych dniach, a nawet tygodniach pracy w handlu taka praca może się wydawać ciekawa i ekscytująca. Pracujemy otoczone ładnymi rzeczami, możemy robić zakupy z rabatem nawet do 50%, każdego dnia mamy kontakt z wieloma osobami, nigdy nie jest nudno. Jednak brzydkie oblicze pracy w handlu szybko wychodzi na jaw – 12 godzin na nogach, klienci traktujący Cię z góry, szykowanie przeceny w Wigilię od 6 rano, całonocne inwentaryzacje. Bardzo szybko będziecie musieli też zapamiętać sobie podstawową zasadę sprzedawcy – nie wolno mieć gorszego dnia. Bez względu na to czy dzień wcześniej zmarł Twój ukochany pies, dowiedziałaś się o poważnym problemie zdrowotnym lub masz okropną migrenę, w pracy uśmiech nie może schodzić z Twojej twarzy, musisz dwoić się i troić byle klient nie opuścił sklepu z pustymi rękoma.

18:39, makeuphunter , O życiu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 stycznia 2016

Dziś zapraszam Was na wpis o nieco innej tematyce niż zazwyczaj pojawia się na moim blogu. Wcześniej już pojawiły się dwa wpisy o tematyce związanej z pracą. Jeśli interesuje Was ta seria i macie ochotę nadrobić wcześniejsze wpisy to zapraszam TUTAJ i TUTAJ. Dziś chciałabym podzielić się z Wami kilkoma rzeczami, które moim zdaniem dyskwalifikują przesyłane do pracodawcy CV. Jednym z moich obowiązków w obecnej pracy jest rekrutowanie nowych pracowników i pomyślałam, że podzielę się z Wami moim spostrzeżeniami.

Chyba każdy z nas czasem zastanawiał się co powoduje, że ten a nie inny kandydat został zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną, a aplikacje innego kandydata ciągle lądują w koszu. Jeżeli jesteście ciekawi co może zniechęcić potencjalnych pracodawców do Waszej osoby zapraszam do lektury posta!

Zdjęcia z rąsi, z wakacji, z imprezy

Coraz większa liczba pracodawców prosi o załączenie zdjęcia do CV. Mam wrażenie, że często zdjęcia te są dodawane bez namysłu, byle coś wkleić. Tak naprawdę zdjęcie, zwłaszcza jeśli jest nieudane, może natychmiast przekreślić Wasze szanse na zdobycie wymarzonej pracy. Nie wiem skąd bierze się pomysł, aby do CV (które ma prezentować Wasz profesjonalizm) dodawać zdjęcie z grilla, imprezy, plaży albo selfie z dzióbkiem. Myślę, że zdjęcie prezentowane potencjalnemu pracodawcy powinno być zdjęciem takiego typu jak dowodzie lub paszporcie, oczywiście nie zaszkodzi lekki uśmiech.

Treść przesłanej wiadomości

Zazwyczaj wysyłając aplikację do potencjalnego pracodawcy Cv i list motywacyjny przesyłamy w załączniku, ale pozostaje jeszcze treść wiadomości, do której te dokumenty załączamy. Niektóre portale wychodzą naprzeciw oczekiwaniom kandydatów i podają gotową regułkę, w której należy uzupełnić nazwę stanowiska lub miasta. Niestety nie wszystkie portale oferują gotową regułkę i tu zaczynają się schody. Zawsze mi się wydawało, że kulturalny człowiek powinien się przywitać na początku listu/emaila czy nawet krótkiej wiadomości. Myślę że podpis na końcu wiadomości też byłby mile widziany. Chyba nie wszyscy podzielają mój punk widzenia. Często dostaję puste wiadomości z CV w załączniku, nierzadkie są też wiadomości o treści : Praca (+nazwa stanowiska). Bywały również: chętna do pracy, proszę o tel.... (brak jakiegokolwiek CV).

Pamiętajcie, że diabeł tkwi w szczegółach, a kulturę osobistą lub jej brak można zauważyć właśnie w takich detalach.

Nazwa pliku

Nie zapominajcie o tym, że wysyłając jakikolwiek plik w załączniku osoba odbierająca go widzi także jego nazwę. I nie świadczy to najlepiej jeśli plik nosi nazwę CV mamy lub CV dla Agusi, albo jeszcze lepiej CV nr 76 :/ Podobnie jak w powyższym – szczegóły tworzą całość.

Adres email

Ten temat był omawiamy chyba na każdym możliwym portalu, w każdej rozmowie związanej z poszukiwaniem pracy, ale powtórzę po raz kolejny – składając CV stwórzcie skrzynkę mailową o NORMALNEJ nazwie. Najlepiej, żeby składała się z Waszego imienia i nazwiska. Po pierwsze, brzmi to profesjonalnie, a po drugie Waszym przyszłym współpracownikom łatwiej będzie zapamiętać taki adres mailowy. Myślę, że adresy mailowe typu buziaczek, misiek, sarunia, magdusia itp. poddają w wątpliwość Waszą dojrzałość emocjonalną.

Format pliku

Na pewno każdy kto przesyła swoje CV do pracodawcy wkłada w tworzenie go choć minimum wysiłku i raczej nie spodziewa się jak źle to piękne, dopieszczone CV może prezentować się na innym komputerze lub tablecie. Niestety pewnej części CV w ogóle nie sposób odczytać (np. bardzo małych plików w formacie jpg, gdzie wszystkie litery rozmazują się podczas próby powiększenia), a treść pozostałych często jest rozstrzelona po całej stronie i ciężko wyłapać gdzie się kończy, a gdzie zaczyna kolejne zdanie. Jest to bardzo krzywdzące dla tych kandydatów, którzy włożyli dużo pracy w stworzenie swojego CV i nawet nie zdają sobie sprawy że na komputerze adresata jego treść jest nieczytelna. Dlatego najbezpieczniejszym formatem CV jest pdf, który na każdym urządzeniu będzie wyglądał tak samo.

Kłamstwa, kłamstewka

Niektórym zdarza się ubarwić rzeczywistość i to nie tylko u wujka na imieninach, ale też w CV. Najczęściej ubarwianym elementem życiorysu jest znajomość języków obcych. Wiele osób zapomina jak łatwo jest zweryfikować „komunikatywną” znajomość języka. Co ciekawe, kandydaci przypisują sobie znajomość języków (zwłaszcza angielskiego) nawet aplikując na stanowiska, gdzie znajomość języka nie jest wymagana.

Choć mogłabym przytoczyć jeszcze wiele przykładów, chciałam skupić się na tych najbardziej rażących. Planuję kontynuować temat i w przyszłości pojawi się też wpis dotyczący błędów podczas rozmowy kwalifikacyjnej.

11:25, makeuphunter , O życiu
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 listopada 2015

Inspiracją do napisania tego posta była dla mnie historia Matildy Kahl, dyrektor kreatywnej nowojorskiego oddziału agencji Saatchi&Saatchi, no i oczywiście mix moich własnych doświadczeń. Matilda,mimo pełnej dowolności stroju panującej w jej branży, pewnego dnia postanowiła, że zawsze będzie chodziła do pracy ubrana w ten sam zestaw. Sama dla siebie stworzyła rodzaj uniformu, na który składały się: biała koszula, czarne spodnie, czarna marynarka na chłodniejsze dni i charakterystyczna wstążka wokół szyi. Matilda Kahl stwierdziła, że dobór stroju każdego ranka pochłania mnóstwo energii i nie pozwala w 100% skupić się na pracy. Takim sposobem Matilda od trzech lat chodzi ubrana do pracy tak samo.

Cała ta historia skłoniła mnie do rozmyślań jakie rozwiązanie jest najlepsze w miejscu pracy – uniform, dress code czy pełna dowolność stroju? I czy faktycznie brak ograniczeń ze strony pracodawcy w kwestii wizerunku jest tak złym pomysłem? Tak się składa, że w swoim życiu zawodowym doświadczyłam wszystkich wymienionych form i powiem Wam, że jestem daleka od przyznania racji Matildzie Kahl.

W jednym z moich wcześniejszych miejsc pracy obowiązywała zasada nie tylko noszenia uniformu i konkretnego rodzaju obuwia, ale też zupełny zakaz noszenia biżuterii. Uniform stanowiły wybrane modele z kolekcji firmy, dla której pracowałam. Niby nie tak źle, bo słysząc uniform często pierwszym skojarzeniem jakie się nasuwa jest zabawne przebranie lub nudny zestaw: biała koszula+ spódniczka za kolano. W pracy, o której mowa często były to sukienki, zdarzały się też spódnice w komplecie z bluzką. Mimo iż strój był raczej neutralny to wierzcie mi, że każdy dzień spędzony w nim był straszny. Pięć dni w tygodniu w tym samym zestawie, kolorze i kroju.... zero urozmaicenia, frajdy czy możliwości wyboru. Pomijam już nawet czysto techniczne aspekty wprowadzania przez firmy uniformów. Bo czy ktoś pomyślał, że jeden fason spodni dostępny w kilku rozmiarach nie będzie pasował na kilkuset pracowników danej firmy? Ze wszystkich stron słyszymy: wszystkie jesteśmy inne, istnieją dziesiątki typów kobiecych sylwetek. Cóż, niektórzy pracodawcy chyba jeszcze o tym nie słyszeli i są przekonani, że rozmiar S jest po prostu mały i będzie wyglądał dobrze na szczupłej kobiecie o wzroście 150cm jak i 185cm. No tak, a później dostajemy taki uniform i boimy się, że ktoś nas w nim zobaczy.

Inicjatorka całej dyskusji Matilda Kahl twierdzi, że pracownik w uniformie to pracownik bardziej wydajny i kreatywny, bo skupia się na swojej pracy, a nie wyglądzie. Nie mogę się zgodzić z tymi słowami! Być może Matilda czuje się dobrze w swoim uniformie, ponieważ sama go wybrała. Jej koszula pięknie przylega do ciała, spodnie są dobrze skrojone i wykonane z przyjemnego dla skóry materiału. Natomiast jeśli nosimy uniform, w którym czujemy się po prostu niekomfortowo, bo jest niewygodny lub nie podobamy się sobie w nim (np. zniekształca naszą sylwetkę, podkreśla mankamenty figury) to nie ma mowy o wydajnej pracy! Sprawy mają się jeszcze gorzej, gdy w naszej pracy mamy do czynienia z klientami. Wyobraźcie sobie, że musicie ubrać coś w czym czujecie się fatalnie i przez cały dzień z uśmiechem na twarzy obsługiwać klientów, sprawiając przy tym wrażenie rozluźnionej i pewnej siebie osoby.

Nie odkryję tutaj Ameryki jeśli powiem, że to jak się czujemy wynika po części z tego jak wyglądamy. Nie mam bynajmniej na myśli tego czy jesteśmy młodzi, piękni i ubrani w markowe rzeczy od stóp do głów. Chodzi mi o to, że ubierając się tak jak lubimy, zgodnie z sobą czujemy się lepiej, bardziej pewni siebie. Dodatkowo uniform w stylu zupełnie niezgodnym z naszym stylem może powodować, że czujemy się przebrani. Ja tak właśnie czułam się w pracy, o której pisałam na początku tekstu.

Matilda Kahl jako główny powód swojej decyzji wskazała to, że dobór stroju każdego dnia kosztował ją dużo czasu i energii. Oczywiście zdarzają się dni, kiedy staję rano przed otwartą szafą i wypowiadam słynne nie mam się w co ubrać. Zdarza się to jednak rzadko, bo moda jest dla mnie przede wszystkim zabawą. W dni kiedy czuję, że nie jestem w stanie wymyślić nic sensownego zakładam prosty, sprawdzony zestaw: biały t-shirt, czarne rurki i ciężkie buty. Też czuję się w nim świetnie. Jeżeli pracujemy w branży, która daje nam swobodę ubioru to korzystajmy z tego, a nie traktujmy jako zagrożenie lub udrękę! Świat się nie zawali, jeśli jeden element nie będzie idealnie dobrany do całości, ważne żeby bawić się modą i czerpać z tego radość. Każdy medal ma dwie strony. Na pewno wiele razy załamywałyśmy ręce mówiąc, że nie mamy się w co ubrać, ale z drugiej strony ile razy szałowy ciuch czy odjechane dodatki poprawiły nam humor w szary, beznadziejny dzień. Wierzcie mi, gdy wślizgujecie się w bezkształty, bury uniform taki dzień wydaje się jeszcze bardziej szary i beznadziejny.

W mojej obecnej pracy nie muszę nosić uniformu, nie obowiązuje mnie też sztywny dress code. Jako że jest to branża modowa mogę sobie pozwolić na bardziej szalone stylizacje. W tym momencie powrót do miejsca pracy, w którym wymagane jest noszenie uniformu przyprawia mnie o dreszcze przerażenia.

Jestem ciekawa Waszego zdania. Musicie nosić uniform w pracy? Jeśli tak to czy lubicie go? Jeśli nie to czy cieszycie się swobodą ubioru?

11:53, makeuphunter , O życiu
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 lipca 2015

Regularnie dostaję od Was maile, że brakuje Wam wpisów niekosmetycznych, takich jakie swego czasu pojawiały się u mnie częściej w zakładce "O życiu”. Faktycznie coś w tym jest, że ostatnio niewiele takich postów się u mnie pojawia. Postanowiłam coś z tym zrobić i mam już kilka pomysłów. Dziś trochę nietypowo jak na mojego bloga, bo pojawi się post związany z pracą. Żeby uprzedzić Wasze pytania – nie, nie pracuję obecnie jako dekorator, ale w tym poście chciałabym Wam przedstawić tajniki pracy dekoratora w sklepie odzieżowym zwanego też VM (Visual Merchandiser). W tym wpisie znajdziecie garść informacji o pracy dekoratora, postaram się przybliżyć Wam plusy i minusy tego zawodu oraz pokazać jak bardzo różni się zakres obowiązków VM w zależności od sklepu. Zaczynamy!!

Praca dekoratora w sklepie z ubraniami - zapewne dla wielu młodych kobiet brzmi to całkiem swojsko, natomiast starszym czytelniczkom nazwa VM może niewiele mówić. Nic dziwnego, przecież zawód dekoratora jest czymś nowym, nie był on w zasadzie potrzebny zanim nie powstały duże sieci sklepów odzieżowych, zwane sieciówkami. Zastanawiałyście się kiedyś kto odpowiada za wygląd witryny sklepowej albo za rozłożenie towaru na sklepie? Nie miejcie złudzeń, że te wszystkie elementy są przypadkowe. Nad tym które modele są najbardziej wyeksponowane, a które schowane w głębi sklepu debatują tygodniami ludzie z centrali, a ich polecenia wykonują właśnie dekoratorzy poszczególnych sklepów. Wielkie sieci odzieżowe to świetnie prosperujące maszyny do zarabianie pieniędzy, jednym z elementów charakterystycznych jest tam spójność. To dlatego witryny danej marki odzieżowej wyglądają w całym kraju identycznie. W dużych sieciach dekorator dostaje dokładne wytyczne tekstowe oraz zdjęciowe dotyczące tego jak mają wyglądać witryny oraz ułożenie towaru na sklepie. Wraz z instrukcją przychodzi zawsze konkretny termin wdrożenia zmian. Zazwyczaj terminy są krótkie, wszystko musi być zrobione „na wczoraj”, dlatego dekorator musi być osobą, która umie pracować pod presją czasu. Po wdrożeniu instrukcji najczęściej przesyła się raport zdjęciowy do działu VM. Instrukcja musi być wdrożona bardzo dokładnie, w przeciwnym razie można się spodziewać maila zwrotnego z poprawkami, jakie należy niezwłocznie wprowadzić.

Godziny pracy dekoratora są ciekawym tematem i potrafią różnić się diametralnie w zależności od sklepu. Dla wielu osób praca dekoratora wydaje się bardzo atrakcyjna, bo godziny pracy są wręcz biurowe – od poniedziałku do piątku 08:00-16:00. Zdarza się też, że dekoratorzy rozpoczynają pracę o 7:00 rano. Dzieje się tak dlatego, że dekorator jest najbardziej potrzebny, a jego praca wydajna w godzinach zmniejszonego ruchu w sklepie. Wtedy może spokojnie wykonywać swoją pracę, która często wiąże się z małą przebudową sklepu. Jednak nie zawsze tak jest. W sklepach o mniejszej powierzchni, gdzie dekorator ma zdecydowanie mniej pracy często jest tak, że w rolę dekoratora wciela się raz lub dwa razy w tygodniu, a w pozostałe dni jest zwykłym sprzedawcą. Taki dekorator pracuje zarówno w dni powszednie jak i weekendy.

Jedną z umiejętności, jaką powinien posiadać dobry dekorator, o której już Wam wspomniałam, jest umiejętność pracy pod presją czasu. Wiele osób twierdzi, że dekorator powinien wyróżniać się zdolnościami plastycznymi i manualnymi oraz dużą kreatywnością. Obserwując pracę dekoratorów i sama kiedyś pełniąc tą rolę mam mieszane uczucia. Głównie dlatego, że tak jak Wam pisałam praca dekoratora w dużej mierze polega na wdrażaniu instrukcji nadesłanych przez dział VM. Zazwyczaj dekorator nie ma żadnego wpływu na to jak wygląda witryna i sklep, za to musi z zegarmistrzowską precyzją odwzorować każdy detal z instrukcji. VM na pewno musi się wykazać świetną organizacją pracy, bo natłok zmian jakie należy jednorazowo wprowadzić w sklepie może przerosnąć niejednego żółtodzioba. Bywa i tak, że wprowadzanie zmian bez namysłu po kilku godzinach pracy rodzi konieczność zaczynania wszystkiego od nowa. Decydując się na pracę dekoratora musicie też pamiętać że jest to praca fizyczna, czasami ciężka praca fizyczna. Wiąże się ona z wielokrotnym przenoszeniem naręczy wieszaków z ubraniami, podnoszeniu manekinów, demontażu półek itp.

 Często przy okazji tematu pracy dekoratora padają pytania o to jakie wykształcenie powinna mieć osoba aplikująca na to stanowisko. Jak zawsze w przypadku nowych zawodów nie ma konkretnej szkoły ani nawet kursu, jaki powinien ukończyć przyszły VM. Aczkolwiek ukończenie szkoły o kierunku artystycznym może zwiększyć Wasze szanse na dostanie tej pracy, podobnie jak prowadzenie bloga modowego. Często bywa też tak, że dekoratorem zostaje osoba, która pracowała w danym sklepie jako sprzedawca i wyróżnia się zdolnościami w tym kierunku. Nie ma jednej, pewnej zasady, bo każdy sklep kieruje się swoją polityką przy zatrudnianiu.

 Jak w każdej pracy, tak i będąc dekoratorem jesteśmy oceniani pod kątem wywiązywania się ze swoich obowiązków. Od dekoratora wymaga się przede wszystkim wdrażania zmian na czas (co bywa trudne), staranności w odwzorowaniu detali, kreatywności (gdy np. brakuje jakiegoś elementu ekspozycji i należy go czymś zastąpić, tak aby całość była spójna). Dekorator musi być również osobą dyspozycyjną. Bywa że informacja o planowanej przecenie przychodzi z dnia na dzień, a przecena wiąże się z przebudową całego sklepu – bez dekoratora taka operacja się nie powiedzie.

 To już chyba wszystko co chciałam Wam opowiedzieć o pracy dekoratora w sklepie odzieżowym. Starałam się wyczerpać temat i przedstawić Wam jak najwięcej aspektów tej pracy bez sugerowania czy warto taką pracę podjąć czy nie. Zresztą jednoznacznej odpowiedzi i tak nie ma, każdy musi dostosować wykonywaną pracę do swojego charakteru, umiejętności i temperamentu. Jeśli macie jakieś pytania lub chcecie się podzielić swoimi uwagami dotyczącymi tej pracy, zachęcam do dyskusji w komentarzach.

10:01, makeuphunter , O życiu
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Instagram